niedziela, 30 czerwca 2013

Bułgaria w tydzień - Sofia & Sozopol.... Благодаря ви приятели !



добро утро!


witajcie!



Pierwszy post podróżniczy oficjalnie otwiera blog Travel Detox.


W 2006 roku na zaproszenie bliskiej mi wtedy osoby poleciałam po raz pierwszy na tydzień do Bułgarii. Mieszkając w Anglii, miałam bezproblemowe połączenia z wieloma interesującymi i ciekawymi kierunkami. Bilety Wizzair'em zamówiłam w bardzo przystępnej cenie, wylot z Londynu w lipcu. Czas zleciał bardzo szybko, cieszyłam się jak dziecko z lizaka. Wszystko poszło jak po maśle... I dobrze po północy w jedną lipcową gorącą noc wylądowałam na lotnisku w stolicy Bułgarii.
W samej Sofii czekało mnie spotkanie z grubą dobrych znajomych, z którymi pracowałam w Bristolu. Tęsknię za Nimi w dalszym ciągu... Sofia położona jest w kotlinie u stóp masywu Witoszy. Drugiego dnia spacerkiem poznałam najpiękniejsze miejsca w Sofii, skosztowałam przepyszną szopskią sałatę, i raczyłam się o zachodzie słońca wyśmienitym bułgarskim czerwonym winem. A późnym wieczorem czekało pakowanie i wyjazd nad morze Czarne do przepięknej miejscowości Sozopol...

Kilka pamiętnych zdjęć robionych starym i malutkim Samsung'iem. 












Autobusem pewnym spragnionych morza i słońca Bułgarów, ruszyliśmy dobrze po 1.00 w nocy w stronę Sozopolu. Na miejsce dobiliśmy przed wschodem słońca... Poranek na plaży z lekkim śniadankiem i wyśmienitą kawą z pobliskiego baru, to był strzał w dziesiątkę. A przez kolejne cztery 4 dni leniłam się totalnie na plaży pod parasolem, luz bluz... i powiem Wam jedno - nic więcej do szczęścia mi nie było potrzebne!




















W między czasie odwiedziłam kilka okolicznych miejscowości, jednak Sozopolu nie przebiła żadna z nich. Nessebar ładny, ale za tłoczny. Uliczki urocze i bardzo klimatyczne, domki jak malowane, piękne stoiska z rękodziełami, knajpki z bułgarskimi specjałami i rakijom... Było przyjemnie, choć dość męcząco... Natomiast Varna i Sunny Beach totalnie nie moje klimaty. Przeleciałam jak struś "Pędziwiatr", popstrykałam kilka zdjęć, i tyle mnie tam widziano... Dużo lepiej podziwi mi się te miejsca ze zdjęć...



jeszcze młoda i piękna... ;) i w czerwonych włosach! 










Pamiętam dobrze te wakacje... cudownie spędzony tydzień w otoczeniu pięknych miejsc i rewelacyjnych ludzi, przesmaczna lokalna kuchnia i trunki. A na dokładkę ciepłe i wzburzone morze, wieczorne spacery w blasku księżyca... Tak, to był niezapomniany wypad! Bułgario kiedyś do Ciebie wrócę...



Ściskam,
Żanet

sobota, 29 czerwca 2013

Przeprowadzka ... powolutku do celu





Witajcie na Travel Detox!




Ponieważ od jakiegoś czasu mam ogromne problemy z moim blogiem podróżniczym na innej platformie, postanowiłam w końcu przenieść go na bloggera. Niestety wcześniejszej nazwy nie udało mi się zachować, szkoda bo bardzo ją lubiłam... W końcu musiałam pożegnać się z "Podróżniczką"... Z latem przyszedł czas na zmiany, a te zawsze przynoszą coś nowego i miłego. Więc czas na nową nazwę! Zastanawiałam się kilka dobrych dni nad czymś wpadającym w ucho, łatwym do zapamiętania... 
I tak padło na TRAVEL DETOX
Podróżniczy detox.... Bo w końcu podróże oczyszczają, uspokajają, wyciszają. Stajemy się bogatsi i piękniejsi wewnętrznie... Poznajemy nowych ludzi, zakochujemy się w nowych miejscach, kosztujemy dane chwile każdą cząstką naszego ciała... A przede wszystkim podróże poszerzają horyzonty i wyostrzają nasze zmysły. Jestem przekonana, że taki podróżniczy detoks każda/każdy z nas powinien przeprowadzać kilka razy do roku... Nie ważne czy będzie to wypad w egzotyki, do Hiszpanii czy Bułgarii, nad polskie morze czy góry, pod namioty, na weekend do babci na spokojną wieś... Nie ważne gdzie. Ważne, że robimy to z sercem... Musimy pamiętać, że każdy taki wyjazd/wypad z domu, wyrwanie się z czterech ścian,  to podróż... Ta krótsza, czy dłuższa, ta mała, długa i długaśna, ta darmowa i ta kosmicznie droga... To zawsze będzie podróż.... 


"Za dwadzieścia lat bardziej będziesz żałował tego, czego nie zrobiłeś, niż tego, co zrobiłeś. Więc odwiąż liny, opuść bezpieczną przystań. Złap w żagle pomyślne wiatry. 
Podróżuj, śnij, odkrywaj!"
Mark Twain






Fotografia to moja miłość, a podróże to kochankowie. Jestem zwyczajnym samoukiem, zwykła i skromna amatorka kochająca to co robi. Pisanie nie jest moją wielką stronę, dlatego znajdziecie tutaj więcej zdjęć, niż tekstu. Od czasu do czasu nachodzi mnie wena na pisanie, więc na pewno jakieś czytanki tutaj się pojawią. Detoks zdjęciami podróżniczymi - to moje przesłanie!




Pozdrawiam i witam w moich skromnych progach,


Żanet