piątek, 5 lipca 2013

W dolinie Glen Nevis ...



Nockę spędziliśmy w przytulnym hoteliku, u pewnej Szkotki na gazie. Mała sesja fotograficzna w salonie przy kawie. Szybkie śniadanko, pakowanie i marsz do auta. Hotelik znajdował się w uroczej małej miejscowość, której nazwy za żadne skarby nie mogę sobie przypomnieć, gdzieś w dolinie Glen Nevis. 

Kolejny busy dzień przed nami, "bye bye" i "thank you very much" na dowidzenia i w drogę. Pogoda była paskudna tego dnia - zimno, szaro i buro... Pochmurno, raz deszcz, prawie zawsze z mżawką... Blleeee... Welcome Szkocja. Co by nie było, zawsze lepsze to niż huragany, więc na pogodę nie narzekaliśmy. Trza się cieszyć z tego co się ma. Gruby sweter, dwie pary skarpet, czapa na łep, rękawiczki... i zwiedzamy ;)

Ruszyliśmy w głąb doliny Glen Nevis. Przepiękne miejsce na zachodnim wybrzeżu Szkocji, niedaleko miasteczka Fort Williams. Dolinę "otulają" od północy masywy najwyższych gór Wielkiej Brytanii - Ben Nevis, Carn Mor Dearg, Aonach Mor i Aonach Beag, a od południa łańcuch Mamore. Pierwszy przystanek - wodospad Steall Falls. Jest to jeden z najwyższych wodospadów Szkocji. Tworzy go strumień Water of Nevis, który płynie dnem doliny i w najwyższym punkcie spada z wysokości 120 metrów. Jest to drugi najwyższy wodospad Wielkiej Brytanii. W tych malowniczych zakątkach doliny kręcono takie filmy jak "Braveheart" czy "nieśmiertelny".










Podczas drogi na Glennfinnan Viaduct natrafiliśmy na bardzo nietypowy kamień, który dumnie spoczywa przy parkingu Braveheart. Legend tego kamienia, jest tak samo dużo jak jego nazw - Samuel's Stone, Clach Chomhairle "Stone Of Council" czy też zwykły "Wishing Stone". Wyszperałam w internecie jedną z najstarszych legend, która mówi, że kamień kilka razy do roku samoistnie kręci się trzy razy wokół własnej się {jeee, akurat..}. Szczęśliwiec, któremu uda się zobaczyć kamień w ruchu, Wishing Stone odpowie na każde zadane pytanie... Czy komuś się udało, nie wiem - brak takich informacji. Legenda z XXI wieku poszła na łatwiznę. Wystarczy pomyśleć życzenie i obejść kamień na około trzy razy... I czekać na spełnienie... 



Czas na nas, pomachaliśmy na pożegnanie kamyczkowi i ruszyliśmy na spotkanie z wiaduktem, który stał się sławny za sprawą Harry'eg Pottera. Było coraz zimniej i coraz bardziej nieprzyjemnie. Zdecydowaliśmy, że jest to nasz ostatni przystanek, czas szukać jakiegoś hostelu i odpocząć. 

Wiadukt leży w małej miejscowość Glennfinnan, przy północnym krańcu jeziora Lach Shiel. Znajduję się tutaj małe muzeum kolejnictwa w budynku wciąż działającej stacji kolejowej, przy torach biegnących z Fort William do Mallaig. Wiadukt zrobił na mnie ogromne wrażenie - jest na prawdę ogromny. Tory przebiegają wysoko nad ziemią, skąd rozciąga się spektakularny widok na dolinę i wody jeziora Shiel. 






I dalej w drogę....








Szkocki dzień #2 dobiegł końca... 

Z krainy włochatych krów, specjalnie dla Was

Żanet

1 komentarz:

  1. Szkocja to ma klimat. Zdjęcia świetnie go oddają.Po tym co tu widzę to idealne miejsce, aby się schować przed światem.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....