sobota, 10 sierpnia 2013

Szkockie part II... Loch Ness & Great Glen



Pamiętam, że pogoda tego dnia w miarę dopisywała, choć czasami bywało ekstremalnie... Raz słońce, raz deszcz, raz piździło tak, że mało głowy nie urwało... Na dokładkę śnieg lub grad - jak kto woli. Dla każdego, coś dobrego. 

Na szczęście widoki rekompensowały cały ten nieład pogodowy. 

Punkt dnia - Loch Ness.
Po drodze mijaliśmy przepiękne szkockie highlandy Great Glen. Jest to rów tektoniczny o długości ok. 88 km położony pomiędzy Górami Kaledońskimi i Górami Grampian. Korzystając ze słonecznego przedpołudnia postanowiliśmy wstąpić na herbatkę do jednej z przytulnych kawiarenek w miejscowości Fort William. Chwila relaksu połączona z wypisywaniem pocztówek dla znajomych i rodzinki. Były śmiechy, plany na kolejne dwa dni, rozmowy przy wpadającym przez okno słoneczku. Kawka z mleczkiem i ciacho... 
Ale czas się zbierać. Loch Ness czeka!





Pewnie się zastanawiacie, czy udało Nam się spotkać rozsławionego na cały świat potwora z Loch Ness... Niestety nie, i wątpię aby rzeczywiście ktoś go widział tak ja mówią legendy... Pomijając mit Nessie, skupiałam się nad przepięknym jeziorem. Ciągnie się  ono przez 37km. Otoczone lasami, łąkami, górami. Bardzo spokojne... Śpiew ptaków, rozbijane fale o kamyczki... W okolicy cicho szaaaaa... O tak, mogłabym tutaj zamieszkać...

Spacerkiem ruszyliśmy od strony południowo-wschodniej, bardziej malowniczej. Od Foyers schodziliśmy w dół prosto do serca Loch Ness, przemierzając piękny odcinek lasu. W głębi natchnęliśmy się na ukryte wodospady Falls of Foyers. Tylko my, las i Loch Ness. O tej porze roku szkocka turystyka jeszcze śpi.. Na trasach mało turystów, bez tłumów.  Jak dla mnie - idealnie!










Ruszyliśmy dalej w drogę. Pogoda zaczynała troszkę szwankować, ale i tak nie dała rady popsuć nam planów i pozytywnych humorów. Ahhh te widoki, zapierające dech w piersiach... 
Pozostaną na zawsze w mojej pamięci...



A to jeszcze ja w czerwonej czuprynie...









Góry Torridon z punktu widokowego Bealach na Gaoithe





Wyspy Shieldaig



Kolejny intensywny, przepełniony cudownościami dzień żegnał Nas pięknie zachodzącym słońcem i zapraszał do szukania jakiejś noclegowni, abyśmy odpoczęli i zregenerowali siły. Zmęczeni znaleźliśmy spokojny hostel, którego nazwy za nic w świecie nie pamiętam. Zjedliśmy późną kolację, rozpracowaliśmy wino, powspominaliśmy i ... odpłynęliśmy... 






Ze szkockich peryferii, dla Travel Detox
Żanet



P.S. To jeszcze nie koniec szkockich opowieści.... już wkrótce kolejna cześć...






5 komentarzy:

  1. Pięknie! meeeeeega sie nie mogę doczekać mojego wyjazdu!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ajka! bedzie super, a jak sie nie mogę doczekać Twoich relacji!

      Usuń
  2. Bajka. Nigdy tam nie byłam, ale czuję, że to moje klimaty. Zdjęcia są niesamowite, czerwone włosy podobnie:) Chcę tam, chce bardzo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za mile słowa kochana ;*
      Dla mnie takie dzikie państwa jak Irlandia, Szkocja, Norwegia to marzenie... lubię to bardzo ;)

      Usuń
  3. Fascynujące zdjęcia .. bardzo inspirują .. niesmowite światło ..

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....