poniedziałek, 28 października 2013

Howth, Old Military Road i przepyszne quiche w Enniskerry



Wiem, wiem trochę tak od końca zaczynam... 
Ale najlepsze chcę zostawić na koniec... czyli hrabstwo Donegal.

W przedostatni dzień mojego pobytu w Irlandii, Ania zabrała mnie na małą objazdową wycieczkę po okolicach. Pogodę miałyśmy fantastyczną - było w miarę ciepło i słonecznie. Z rana wybrałam się ostatni raz pospacerować po Dublinie. Nacieszyć oko, kupić małe pamiątki, popstrykać zdjęcia, poszwendać się z tłumem. Po południu wsiadłyśmy w auto i ruszyłyśmy w drogę. Pierwszy punkt to urocze rybackie miasteczko Howth położone 13 km od Dublina na malowniczym półwyspie Howth. Idealne miejsce wypadowe na jeden dzień,  weekendowy relaks nad wodą w cichej i przyjaznej okolicy. Spokojna atmosfera Howth, uśmiechnięci ludzie, klimatyczne malutkie bary i knajpki serwujące przepyszne jedzenie. W sercu miasteczka znajdziecie port rybacki, gdzie bez problemu można zakupić świeże ryby, lub wykupić wycieczkę na wyspę Ireland's Eye, poobserwować maskonury. 















Z Howth ruszyłyśmy dalej na jeden z popularniejszych punktów widokowych, skąd rozpościera się przepiękny widok na Dublin i okolice. Pogoda była idealna. Szczęściara ze mnie, często miasto skąpane jest we mgle i chmurach. A tutaj, bach! Pięknie! Co nie =)




No to w drogę.

Przez cudowny Wicklow Mountains National Park, drogą Old Military Road do jeziora Lough Tay. Jezior znane jest także jako Guinness Lake. A to dlatego, że kształt, kolor wody i piaszczysta plaża przypominają szklankę tego trunku zwieńczoną białą pianą. Plaża ta graniczy z posiadłością należącą do rodziny Guinness. Zdjęcie niestety wyszło beznadziejne.... Szkoda.

Przepiękne tereny, takie dzikie. Widoki bezcenne. Aż ciężko uwierzyć, ze to wszystko zaledwie 30 minut drogi autem od Dublina. Cudownie! Na zakończenie dnia wybrałyśmy się do uroczej, malutkiej miejscowości Enniskerry, znanej z filmu i książki "P.S. I love you". Polecam restaurację "Poppies"! Miła obsługa, fajny klimacik, przystępnie cenowo. Koniecznie spróbujcie warzywne quiche! Niebo w gębie! Mówię Wam... =)










Mam nadzieję, że wrócę tam nie raz... 
Szczerze, zakochałam się w Irlandii.


Dla Was...
żanet

środa, 23 października 2013

Dublin w trybie expressss


Irlandia...

Dublin.
Dublin.
Dublin.

Wiedziałam, że kiedyś tam trafię. Wiedziałam sporo o tym pięknym kraju. Z opowieści, książek, przewodników, blogów. Wiedziałam, że będzie klimat - dosłownie. Wiedziałam, że będzie przepięknie, z zapierającymi dech widokami i z pogodową niewiadomą. Bo w Irlandii wszystko się zdarzyć może... Kwiecień, dokładnie połowa kwietnia. Obawiałam się o pogodę, ale w gruncie rzeczy nie było tak źle. W końcu Irlandia bez deszczu nie była by Irlandią, i chociaż raz przemoknąć trzeba! Na szczęście, trafiły mi się piękne i słoneczne dni, tak jakby zmówiono je specjalnie dla mnie.

Dublin przywitał mnie deszczem, chłodem i zimnem. Zmarzłam, zmokłam, pstrykałam zdjęcia próbując chować się w zaułkach. Przeleciałam jak "perszing". Pomimo tego, że pogodzie udało się z łatwością zniechęcić mnie do dalszych spacerów, byłam szczęśliwa. Z czerwonym kinolem i uśmiechem na twarzy wracałam do domu. Dublin to miasto dość płaskie. Nie znajdziecie tutaj wysokich drapaczy chmur, szklanych ogromnych biurowców. Ma swój urok i klimat. Nawet w deszczu. Pełno tutaj starych kolorowych kamienic, wąskich uliczek, klimatycznych i oldschool'owych barów, parków, sklepików z ciekawymi asortymentem {w większości kiczowatym, ale zdarzają się perełki}. Wiele osób twierdzi, że Dublin nic specjalnego do zaoferowania nie ma. Jednak są ludzie i ludzie. Każdy ma inne gusta i guściki. Według mnie miasto jak najbardziej zasługuję na uwagę i swoje 5 minut. Mi się tam podobało bardzo, byłam mile zaskoczona i napewno wrócę tam w przyszłości.  

Przed wyjazdem spisałam miejsca "must see", planowałam zobaczyć większość z nich. Niestety pogoda dość ostro popsuła moje plany. Ale co tam, będzie co robić innym razem... Skupiłam się na codzienności mieszkańców i turystów tego miasta. Starałam się uchwycić najlepsze momenty tej wizyty, zapamiętać je i pokazać w kolorowym świetle. Pokazać, że pomimo szarówy i padającego deszczu, takie spacery potrafią być pozytywne, barwne i wesołe. 



Dość pisania, czas na zdjęcia. 
Czyli to co lubię najbardziej!





















Mam kilka "zboczeń" fotograficznych. Jest kilka rzeczy, które zawsze i wszędzie fotografuję - są to drzwi, szyldy i latarnie... Mała galeria dublińskich drzwi. =)





















Jest to chyab najpiękniejsze pod względem wnętrz, centrum handlowe jakie widziałam. 














The end. 


Wkrótce fotorelacja z wyprawy do hrabstwa Donegal, będzie się działo. Stay tuned!


love & hugs
żanet