środa, 22 stycznia 2014

rowery i w drogę | Termy Embros



W przedostatni dzień postanowiliśmy wybrać się na wycieczkę rowerową. 
Dwuśladowce są dość tanią alternatywą dla tych, którzy nie lubią jeździć autem lub nie mają prawka. Tani, przyjemny i w miarę powolny środek transportu, aby poznać urocze miejsca i zakamarki wyspy. 
Pierwszego dnia po przyjeździe kelnerzy pracujący w restauracji, bardzo mili i uśmiechnięci Rumuni, powiedzieli Nam, że niedaleko Naszego hotelu znajdują się siarkowe termy Embros. Popularne i oblegane przez miejscowych i turystów praktycznie każdego dnia. Uprzedzili, że jeśli zależy nam na ciszy i braku tłoków, najlepiej wybrać się tam wieczorem z latarkami... Tego planu nie zrealizowaliśmy, ale obiecaliśmy tam wrócić. Tak więc w jeden upalny poranek, po śniadaniu wsiedliśmy na rowery i ruszyliśmy przed siebie. Krętą ulicą, w dół i górę, wzdłuż wybrzeża skąd rozpościerały się przepiękne widoki. 





Po drodze spotkaliśmy Pana Żółwika. Słodziak. W sumie to go uratowałam, bo biedak leżał do góry nogami  i machał łapkami... Po z "uśmiechem" ruszył przed siebie. Pierwszy raz widziałam żółwika i to jeszcze takich rozmiarów na żywo. Mam nadzieję, że żyje mu się dobrze...

Widoki były przepiękne... Mogłabym zatrzymywać się co kilka metrów... I wchłaniać te momenty!

Z miasta Kos, zahaczając przez wszystkie przystanki po drodze, jeździ autobus, który zatrzymuje się przy samych termach. Polecam zabrać ze sobą wygodne buciki, bo zejście w dół do term jest dość hardkorowe, a przecież nikt nie chce uszkodzić swoich stópek. Już o tej porze lgnęły tam tłumy, a przy samych termach była już ich spora grupa. Kąpiel o tej porze roku jest dość ekstremalna, ale podobno bardzo zdrowa! Woda osiąga temperaturę nawet 50°C! Nasączona siarką i siarkowodorem woda wypływa ze szczeliny skalnej prosto do naturalnego basenu, gdzie miesza się ze słoną morską wodą. Dookoła term rozciąga się przepiękna plaża z czarnym piaskiem, którą otulają strome, skalne urwiska. W malutkim barze, zaraz przy termach, można się ochłodzić się zimnym piwem lub zjeść jaką szybką, grecką przekąskę.









Na zboczach urwisk dostrzegłam wiele wraków aut. Wierzcie mi, drogi są niebezpiecznie, w wielu miejscach nie pozabezpieczane i o takie sytuacje jak ta bardzo łatwo. Więc zwiedzajmy takie miejsca z głową.

Spędziliśmy tam kilka godzin, na plaży, delektując się miejscem i słońce. Z kąpieli zrezygnowałam, jak dla mnie za gorąco, ale stópeczki pomoczyłam ;) Miejsce warte 5 minut podczas urlop na wyspie. Pięknie położone, z zapierającymi wdech widokami. A przejażdżka rowerami po tych górkach bezcenna! Nogi czułam, jeszcze tydzień po urlopie... ;)





To by było na tyle z wyspy Kos... Ale na pewno nie ostatni wpis z Grecji, bo wierzę, że kiedyś tam wrócę.

Stay tuned,
Żanet

4 komentarze:

  1. Jeszcze nie byłam na tej wyspie, mam nadzieję, że kiedyś i tam zawitam, bo wygląda wspaniale.
    Żółw pewnie nadal sobie wiedzie sielskie życie i opowiada o Tobie swoim znajomym :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam ochotę się położyć pod tym parasolem i wygrzać na greckim piasku. Zdecydowanie moje klimaty :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chętnie wsiadłabym na rower i ruszyła w te piękne zakątki.

    OdpowiedzUsuń
  4. ależ widoki .. ta przydrożna kapliczka w kolorze niebieskim wzruszające .. ale fajnie, że uratowałaś żółwika .. wielki ciepłu uśmiech za to .. no i ślicznie wyglądasz tak spoglądając w dal :^)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....