sobota, 29 marca 2014

Podsumowanie wypadu do Budapesztu i Wiednia | co, jak, gdzie i za ile




Ok, teraz czas napisać kilka faktów. 
Moje subiektywne podsumowanie co, jak, gdzie i za ile.


Nie wiem co ludzie mają do Ryanair'a, nie kumam ich ciągłego narzekania na to czy tamto. Ja osobiście Ryanair'a lubię i nigdy nie miałam z nimi problemów. A wierzcie mi, jest to linia którą latam najczęściej.

Jest to także najtańsza i chyba najpopularniejsza linia lotnicza w Danii. Często było tak, że zarezerwowane bilety z Danii były dużo tańsze niż z Polski {czy nie powinno być czasem na odwrót??}. Budapeszt kusił mnie ceną już od dawna, jednak jakoś nie było mi do niego po drodze. Może dlatego, że nie znałam Kasi, którą przy okazji wypadu odwiedziłam w Wiedniu... No nie ważne. Najważniejsze, że w końcu tam trafiłam. Ponieważ ceny przeliczam na korony duńskie, postaram się je tak "przewalutować" na polskie, abyście wiedzieli ile co kosztowało. Jedno było pewne - ma to być wypad po jak najtańszych kosztach. 



PRZELOT & NOCLEG
Bilet zarezerwowałam jakieś 3 tygodnie przed wylotem za 462 DKK czyli kosztował mnie jakieś 220zł. Jak dla mnie super cena, nie ma się co dziwić, że samolot był wypchany Duńczykami po same brzegi ;)
Do tej pory jakoś nie mogę się przemóc do coachsurfingu. Nie pytajcie mnie dlaczego, bo sama nie wiem... Boże to obawa, że coś może pójść nie tak, że zostanę na lodzie i nie będę miała gdzie spać, a może po prostu muszę do tego dojrzeć. Na szczęście obok coachsurfingu jest też airbnb.com, gdzie można znaleźć fajne noclegi w super cenach. Tak właśnie dzięki airbnb trafiłam na Ritę. Spędziłam u niej 3 nocki, a kosztowało mnie to 285 DKK = 150zł. Miło, przyjemnie i w dobrej lokalizacji. Tak więc przelot i nocleg to wydatek 370zł. I like it!

Teraz czas na transport publiczny, atrakcje turystyczne i "świątynie mniam-mniam", które odwiedziłam. 

Zaraz po przylocie musiałam dostać się na główną stację Nepliget skąd miałam autobus do Wiednia, do Kasi. Na lotnisku kupiłam dwa bilety jednorazowe za 700HUF {cena jednego to 350HUF = ok. 4,50zł }. Jeśli macie ochotę poczytać więcej na temat biletów to odsyłam was na blog Hanii plecakiwalizka.com, skąd sama czerpałam wiele przydatnych informacji. Nie będę się przecież powtarzać ;) A przy okazji - Hania, bardzo dziękuję za porady i pomoc! 

POCIĄG & AUTOKAR 
Przejazd autokarem Eurolines Hungary z Budapesztu do Wiednia trwał 3 godziny i kosztował 2900 HUF = ok. 40,00zł. Wygodnie, szybko, z dostępem do internetu na całej trasie. Bilet kupiłam online na oficjalniej stronie Eurolines. W drogę powrotną wybrałam się pociągiem. Bo lubię pociągi, a także z czystej ciekawości, bo chciałam sprawdzić jak to działa w innych państwach. Wiele przydatnych informacji zaczerpnęłam ze strony seat61.com, skąd dowiedziałam się jak nie przepłacić za bilety u austriackich przewoźników. Na oficjalnej stronie węgierskich linii kolejowych MAV-START kupiłam bilet za 3965HUF = 53,00zł. Tak jak autokarem, tak i w pociągu - czysto, przyjemnie, z fajnym widokami, dostępem do internetu i przydzielonym miejscem. 



TRANSPORT PUBLICZNY
Dużo rozmyślałam nad kupnem Budapest Card. Ale w końcu doszłam do wniosku, że nie będę jej potrzebować, ponieważ tak jak pisałam we wcześniejszych postach - planem było ograniczenie transportu publicznego do minimum. Tak więc po dotarciu z Wiednia na stację Keleti kupiłam bloczek 10 biletów w cenie 3000HUF = 40,00zł. Trafiłam jak ulał z ilością, bo na tym bloczku wróciłam z powrotem na lotnisko. Jeśli jednak interesuje Was Budapest Card i chcecie poczytać o kartach więcej to ponownie odsyłam Was na blog Hani.

ATRAKCJE
2 dni to stanowczo za mało na takie miasto jak Budapeszt i przyzna wam to każdy kto w nim był. Jeśli miałabym odwiedzić kilka muzeów, zabrakło by mi czasu na odkrywanie miasta "na zewnątrz". Wstąpiłam w te miejsca, które według mnie były najważniejsze podczas mojej wizyty, czyli Parlament i Muzeum Totalitaryzmu. Jeśli jednak macie więcej czasu do dyspozycji odsyłam was ponownie na blog Hani.
* Jeśli jest taka możliwość zawsze zamawiam bilety online. Tak też zrobiłam przed wylotem do Budapesztu. Bilet do Parlamentu kupiłam na stronie jegymester.hu płacąc 1750HUF czyli 24.00zł {członkowie EU mają zniżkę 50%}. 
* Bilet wstępu do Terror Haza kupiłam na miejscu za 2000HUF = 27.00zł. 
* Kościół św. Macieja, bilet kupiony na miejscu za 1200HUF = 16.00zł 
* Bilet wstępu na kopułę Bazyliki św. Stefana 500HUF = ok. 7.00zł
* W Wiedniu "zdobyłam" najwyższą wieżę bazyliki św. Szczepana za jedyne 4 euro. Polecam, bo widoki z góry są przepiękne.
I to by było na tyle jeśli chodzi o atrakcje. Wiele "perełek" miasta zostawiłam sobie na później. Bo jeśli w przyszłości wrócę do Budapesztu, będę miała przynajmniej co zwiedzać ;)

FOOD & DRINKS
Od zawsze jem zdrowo, także podczas wyjazdów. A od kiedy przeszłam na wegetarianizm przykładam się do tego zadania jeszcze bardziej. Zawsze przed wyjazdem robię sobie rozeznanie w danym miejscu gdzie mogę dobrze, w miarę przystępnie, a przede wszystkim zdrowo zjeść. Wiele osób polecało mi Hummus Bar, tak więc wiedziałam gdzie będę jeść. "Przestudiowałam" oficjalną stronę za adresami poszczególnych knajpek i "ulokowałam" je sobie w mapkach w moim przewodniku. Więc miałam je wszystkie pod ręką, nie musiałam błądzić w głodzie w poszukiwaniu "świątyń mniam-mniam". Takie nanoszenie punktów z restauracjami na mapki jest bardzo pomocne. Wiem, że np. kończąc shopping w Wielkiej Hali Targowej mogę spokojnie przejść kilka przecznic i znajdę tam Hummus Bar, gdzie zjem pyszny obiadek.



A cenowo wygląda to tak:
* W Hummus Bar taka obiadkowa porcja widoczna na zdjęciu niżej to wydatek około 800HUF = ok. 11zł, większe porcje z dodatkami w stylu falafel i sałatka kosztują w granicach 1500HUF = ok. 20zł. Herbatka miętowa w Hummus Bar kosztuje 200HUF = 2.60zł. Mogę wam szczerze polecić sieć Hummus Bar, bo "stołowałam" się tylko u nich. Pysznie, zdrowo, dobre ceny, miła obsługa, plus wiele punktów na mieście.
* Ciężko o kawę z mlekiem sojowym w kawiarenkach innych niż Starbucks. Choć nie piję kawy codziennie, to w podróży lubię się podładować przysłowiową "małą czarną" kiedy energii zaczyna brakować. Za zwykłą kawkę latte z mlekiem sojowym zapłaciłam 750HUF = ok. 11zł, a jaśminową zieloną herbatę 650HUF = 8.50zł. Wiec jak widzicie ceny standardowe.
* Ostatniego dnia postanowiłam uczcić ten wyjazd piwkiem w Hard Rock Cafe. Lubię te knajpy. Spoko klimat, zakręcony staff, ale  niektóre ceny potrafią zwalić z nóg... Małe piwko Miller kosztowało 850HUF = ok. 12zł i... "it made my day". 

Takie smakołyki serwują w Hummus Bar. Zdrowo, smacznie i w bardzo przystępnych cenach.
Po lewej: pożegnalne piwko w Hard Rock Cafe | Po prawej: fajna knajpka z węgierskim jadłem.

I to by było na tyle. 
Tak w skrócie podsumowałam mój 5-dniowy wypad Wiedeń|Budapeszt. Cenowo stolica Węgier jest bardzo przyjaznym miastem. Wiedeń także. Wydałam włącznie tyle ile planowałam, nawet wracając z małą resztą z przeznaczonej kwoty. Mile wspominam oba miasta. I polecam wszystkim, którzy się jeszcze wahają. 


Stay tuned!
Żaneta

poniedziałek, 24 marca 2014

Węgry | Budapeszt #2




Kolejny dzień mojej wizyty w Budapeszcie {tutaj możecie poczytać relację z dnia pierwszego} spędziłam tylko i wyłącznie w Peszcie. Zwiedzając Parlament od środka, podziwiając panoramę miasta z wieży Bazyliki Św. Stefana, spacerując uliczkami w centrum miasta. Pogoda naprawdę trafiłam mi się idealna. Było słonecznie, w miarę ciepło, bez deszczu. Czyli tak jak lubię.

Dzień rozpoczęłam od zwiedzania pięknego gmachu węgierskiego Parlamentu. Bilety kupiłam online na godziną 10.00 {o tym napiszę w kolejnym poście podsumowującym}. Kilkanaście minut przed umówioną godziną zameldowałam się pod Parlamentem i dołączyłam do grupy angielskiej. Niesamowita budowla, jedna z piękniejszych jakie widziałam. Parlament jest równie piękny od środka jak i z zewnątrz. Miałam okazję zobaczyć najcenniejszą relikwię Węgier czyli złotą koronę św. Stefana wraz ze złotym jabłkiem, kryształowym berłem, ceremonialnym mieczem i purpurowym płaszczem. Niestety "no photos" więc musicie sami się wybrać do Budapesztu, aby te skarby zobaczyć.









Gmach węgierskich władz naprawdę mile mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że jest tak piękny i efektowny. 40 minut historii Węgier, budowy gmachu, kilka ciekawostek, a przede wszystkim możliwość podziwiania tego niesamowitego miejsca wart jest każdych pieniędzy. Polecam z całego serducha!

Około 11.00 ruszyłam uliczkami Budapesztu przed siebie podziwiając przepiękne, stare kamienice. Miasto o tej porze roku nie jest tak przepełnione turystami co było wielkim plusem podczas tego wypadu. Na spokojnie mogłam przechadzać się ulicami, fotografować bez obaw, że ktoś wlezie mi w kadr, nie martwiłam się kolejkami do atrakcji turystycznych czy szukaniem miejsc w knajpach. Po raz kolejny utwierdziłam się przekonaniu, że podróżowanie przed i po sezonie ma same zalety!











Dotarłam do ogromnej bazyliki św. Stefana, która króluję przy placu św. Stefana, gdzie znajdziecie urocze kafejki i małe restauracyjki. To właśnie tutaj znalazłam Starbucks, gdzie mogłam trochę odpocząć popijając kawkę z mlekiem sojowym i podziwiają o zmroku tą monumentalną, pięknie oświetloną świątynię. Koniecznie zajrzyjcie na samą górę, bo ze szczytu kopuły można podziwiać niesamowitą panoramę miasta. Wejściówka na kopułę to tylko 500HUF. Nawet się nie zastanawiajcie!



Moje drugie "muszelkowe" schody podczas tego wypadu! Lubię takie bardzo ;)







Spacer Andrássy út to gratka dla miłośników architektury i poszukiwaczy fajnych punktów do pstryknięcia kilku ciekawych kadrów z życia codziennego mieszkańców stolicy. Po raz kolejny będę się tutaj zachwycać kamienicami. Piękne są, choć niektóre z nich zaniedbane, to jednak na swój spokój eleganckie. W połowie drogi zatrzymałam się na dłuższą chwilę w Terror Háza Múzeum, ale o tym już niżej....


Gmach opery, piękny bez dwóch zdań. 






Nie miałam w planach tutaj wstąpić, ale przyznam się wam szczerze, że nie potrafiłam przejść obojętnie... O tak sobie, nie zauważając tego miejsca. Jakby go nie było. Już same kwiaty, wieńce i fotografie ofiar robią smutne wrażenie... Wstąpiłam, bo tych nieludzkich czasów nie można zapomnieć... Terror Háza Muzeum czyli Muzeum Totalitaryzmu, znajduję się w budynku, w którym podczas II wojny światowej stacjonowali faszyści, a po wojnie policja polityczna AVO/AVH. W piwnicach tej kamienicy torturowano i pozbawiono okrutnie życia tysiące przeciwników jednej i drugiej władzy. Terror Haza to punkt obowiązkowy. 








Z Terror haza wyszłam lekko wstrząśnięta i smutna historią tych wszystkich ludzi. Nigdy nie będę wstanie pojąć tego wszystkiego, tego zła, piekła... Potrzebowałam świeżego powietrza i przewiania głowy. Ruszyłam w stronę Placu Bohaterów czyli Hősök tere, który powstał z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego. 


Przepiękne, stare rezydencje. Przypominają mi te z Al. Wojska Polskiego w Szczecinie...




Na placu Bohaterów znajdziecie 36-metrową kolumnę archanioła Gabriela, który trzyma węgierską koronę. Legenda mówi, że tak właśnie król Stefan zobaczył go we śnie. Po obu stronach placu znajdują się dwa muzea. Po lewej Muzeum Sztuk Pięknych, po prawej Pałac Sztuki. W drogę powrotną do centrum wybrałam się zabytkową żółtą linią metra, która działa od 1896 roku. 



Dotarłszy metrem do centrum wybrałam się po raz kolejny do Hummus Bar na obiadek. Pysznie i tanio. Polecam! Troszkę zrelaksowana postanowiłam się marnować więcej czasu wyszłam na miasto, korzystając z ostatnich godzin w tym pięknym mieście. Zajrzałam po raz kolejny do Wielkiej Hali Targowej po małe pamiąteczki i przeszłam się wzdłuż Vaci utca. Jest to zamknięty dla ruchu kołowego deptak, pełny sklepów, restauracji, sklepików z souvenir'ami, kawiarenkami, barami i pubami. Dość tłoczno, ale przyjemnie. 

Gmach Muzeum Narodowego. W poniedziałki zamknięte. Zostawiłam na kolejny raz, bo do Budapesztu chcę wrócić.




Deptak Vaci utca. 

Chyba jedno z najprzytulniejszych miejsc w Budapeszcie. Milutka herbaciarnia skryta w bramie przy Vaci utca.




Ten uroczy czekoladowy sklepik znajdziecie na ulicy Sas utca niedaleko placu św. Stefana. Czekolady choć drogie, ale warte swojej ceny. Polecam na małą rozpustę, lub węgierską pamiątkę.

Spacer zakończyłam po raz drugi w Starbucks'ie przy ciepłej miętowej herbacie, wypisując kartki i obserwując przechodzących ludzi. Zmęczona, z obolałymi stópkami, jednak szczęśliwa żegnałam się powoli z Budapesztem. Przed powrotem do "noclegowni" zajrzałam do Hard Rock Cafe na małe piwko, aby uczcić ten wyjazd. Idealny pod każdym względem. Z uśmiechem na twarzy pakowałam się do wyjazdu, ucinając krótką pogawędkę z Ritą. Rano po 8.00 złapałam autobus na stację metra, niebieską linią metra podjechałam na Kobanya-Kispet, skąd wsiadłam w autobus na lotnisko... Patrząc na oddalające się miasto, dziękowałam w myślach za tak miłe, choć intensywnie spędzone dwa dni. Warto było! 

Relax and take it easy....


Przygotowuję małe podsumowanie mojego wyjazdu - ceny, transport, co, gdzie i jak. Może komuś się przyda, może ktoś z Was po przeczytaniu moich postów zapragnie odwiedzić Budapeszt czy Wiedeń. Oba miasta warte są swoich 5 minut. Jedno i drugie piękne, bogate, przyjazne, a przede wszystkim cenowo dostępne dla wszystkich. Zajrzyjcie już wkrótce! I oczywiście zapraszam Was na fanpage'a TRAVEL DETOX, gdzie na bieżąco możecie się detox'ować. Dziękuję za uwagę!


Stay tuned!
Żaneta