poniedziałek, 24 marca 2014

Węgry | Budapeszt #2




Kolejny dzień mojej wizyty w Budapeszcie {tutaj możecie poczytać relację z dnia pierwszego} spędziłam tylko i wyłącznie w Peszcie. Zwiedzając Parlament od środka, podziwiając panoramę miasta z wieży Bazyliki Św. Stefana, spacerując uliczkami w centrum miasta. Pogoda naprawdę trafiłam mi się idealna. Było słonecznie, w miarę ciepło, bez deszczu. Czyli tak jak lubię.

Dzień rozpoczęłam od zwiedzania pięknego gmachu węgierskiego Parlamentu. Bilety kupiłam online na godziną 10.00 {o tym napiszę w kolejnym poście podsumowującym}. Kilkanaście minut przed umówioną godziną zameldowałam się pod Parlamentem i dołączyłam do grupy angielskiej. Niesamowita budowla, jedna z piękniejszych jakie widziałam. Parlament jest równie piękny od środka jak i z zewnątrz. Miałam okazję zobaczyć najcenniejszą relikwię Węgier czyli złotą koronę św. Stefana wraz ze złotym jabłkiem, kryształowym berłem, ceremonialnym mieczem i purpurowym płaszczem. Niestety "no photos" więc musicie sami się wybrać do Budapesztu, aby te skarby zobaczyć.









Gmach węgierskich władz naprawdę mile mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się, że jest tak piękny i efektowny. 40 minut historii Węgier, budowy gmachu, kilka ciekawostek, a przede wszystkim możliwość podziwiania tego niesamowitego miejsca wart jest każdych pieniędzy. Polecam z całego serducha!

Około 11.00 ruszyłam uliczkami Budapesztu przed siebie podziwiając przepiękne, stare kamienice. Miasto o tej porze roku nie jest tak przepełnione turystami co było wielkim plusem podczas tego wypadu. Na spokojnie mogłam przechadzać się ulicami, fotografować bez obaw, że ktoś wlezie mi w kadr, nie martwiłam się kolejkami do atrakcji turystycznych czy szukaniem miejsc w knajpach. Po raz kolejny utwierdziłam się przekonaniu, że podróżowanie przed i po sezonie ma same zalety!











Dotarłam do ogromnej bazyliki św. Stefana, która króluję przy placu św. Stefana, gdzie znajdziecie urocze kafejki i małe restauracyjki. To właśnie tutaj znalazłam Starbucks, gdzie mogłam trochę odpocząć popijając kawkę z mlekiem sojowym i podziwiają o zmroku tą monumentalną, pięknie oświetloną świątynię. Koniecznie zajrzyjcie na samą górę, bo ze szczytu kopuły można podziwiać niesamowitą panoramę miasta. Wejściówka na kopułę to tylko 500HUF. Nawet się nie zastanawiajcie!



Moje drugie "muszelkowe" schody podczas tego wypadu! Lubię takie bardzo ;)







Spacer Andrássy út to gratka dla miłośników architektury i poszukiwaczy fajnych punktów do pstryknięcia kilku ciekawych kadrów z życia codziennego mieszkańców stolicy. Po raz kolejny będę się tutaj zachwycać kamienicami. Piękne są, choć niektóre z nich zaniedbane, to jednak na swój spokój eleganckie. W połowie drogi zatrzymałam się na dłuższą chwilę w Terror Háza Múzeum, ale o tym już niżej....


Gmach opery, piękny bez dwóch zdań. 






Nie miałam w planach tutaj wstąpić, ale przyznam się wam szczerze, że nie potrafiłam przejść obojętnie... O tak sobie, nie zauważając tego miejsca. Jakby go nie było. Już same kwiaty, wieńce i fotografie ofiar robią smutne wrażenie... Wstąpiłam, bo tych nieludzkich czasów nie można zapomnieć... Terror Háza Muzeum czyli Muzeum Totalitaryzmu, znajduję się w budynku, w którym podczas II wojny światowej stacjonowali faszyści, a po wojnie policja polityczna AVO/AVH. W piwnicach tej kamienicy torturowano i pozbawiono okrutnie życia tysiące przeciwników jednej i drugiej władzy. Terror Haza to punkt obowiązkowy. 








Z Terror haza wyszłam lekko wstrząśnięta i smutna historią tych wszystkich ludzi. Nigdy nie będę wstanie pojąć tego wszystkiego, tego zła, piekła... Potrzebowałam świeżego powietrza i przewiania głowy. Ruszyłam w stronę Placu Bohaterów czyli Hősök tere, który powstał z okazji tysiąclecia państwa węgierskiego. 


Przepiękne, stare rezydencje. Przypominają mi te z Al. Wojska Polskiego w Szczecinie...




Na placu Bohaterów znajdziecie 36-metrową kolumnę archanioła Gabriela, który trzyma węgierską koronę. Legenda mówi, że tak właśnie król Stefan zobaczył go we śnie. Po obu stronach placu znajdują się dwa muzea. Po lewej Muzeum Sztuk Pięknych, po prawej Pałac Sztuki. W drogę powrotną do centrum wybrałam się zabytkową żółtą linią metra, która działa od 1896 roku. 



Dotarłszy metrem do centrum wybrałam się po raz kolejny do Hummus Bar na obiadek. Pysznie i tanio. Polecam! Troszkę zrelaksowana postanowiłam się marnować więcej czasu wyszłam na miasto, korzystając z ostatnich godzin w tym pięknym mieście. Zajrzałam po raz kolejny do Wielkiej Hali Targowej po małe pamiąteczki i przeszłam się wzdłuż Vaci utca. Jest to zamknięty dla ruchu kołowego deptak, pełny sklepów, restauracji, sklepików z souvenir'ami, kawiarenkami, barami i pubami. Dość tłoczno, ale przyjemnie. 

Gmach Muzeum Narodowego. W poniedziałki zamknięte. Zostawiłam na kolejny raz, bo do Budapesztu chcę wrócić.




Deptak Vaci utca. 

Chyba jedno z najprzytulniejszych miejsc w Budapeszcie. Milutka herbaciarnia skryta w bramie przy Vaci utca.




Ten uroczy czekoladowy sklepik znajdziecie na ulicy Sas utca niedaleko placu św. Stefana. Czekolady choć drogie, ale warte swojej ceny. Polecam na małą rozpustę, lub węgierską pamiątkę.

Spacer zakończyłam po raz drugi w Starbucks'ie przy ciepłej miętowej herbacie, wypisując kartki i obserwując przechodzących ludzi. Zmęczona, z obolałymi stópkami, jednak szczęśliwa żegnałam się powoli z Budapesztem. Przed powrotem do "noclegowni" zajrzałam do Hard Rock Cafe na małe piwko, aby uczcić ten wyjazd. Idealny pod każdym względem. Z uśmiechem na twarzy pakowałam się do wyjazdu, ucinając krótką pogawędkę z Ritą. Rano po 8.00 złapałam autobus na stację metra, niebieską linią metra podjechałam na Kobanya-Kispet, skąd wsiadłam w autobus na lotnisko... Patrząc na oddalające się miasto, dziękowałam w myślach za tak miłe, choć intensywnie spędzone dwa dni. Warto było! 

Relax and take it easy....


Przygotowuję małe podsumowanie mojego wyjazdu - ceny, transport, co, gdzie i jak. Może komuś się przyda, może ktoś z Was po przeczytaniu moich postów zapragnie odwiedzić Budapeszt czy Wiedeń. Oba miasta warte są swoich 5 minut. Jedno i drugie piękne, bogate, przyjazne, a przede wszystkim cenowo dostępne dla wszystkich. Zajrzyjcie już wkrótce! I oczywiście zapraszam Was na fanpage'a TRAVEL DETOX, gdzie na bieżąco możecie się detox'ować. Dziękuję za uwagę!


Stay tuned!
Żaneta

5 komentarzy:

  1. Jak zwykle moc cudownych zdjęć. No strasznie mi się marzy ten Budapeszt, a po Twoich zdjęciach widać, że ma świetny klimat. Koniecznie wrzuć to podsumowanie Żanetko, będzie to dla mnie jakiś wstęp do wyjazdu i będę wiedziała ile potrzebuję funduszy. Mogłabyś też napisać jeszcze o wspomnianym barze, skoro polecasz. Pozdrawiam i dziękuję za super relację.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ależ urocza ta herbaciarnia, nic tylko zaszyć się z książką i filiżanką dobrej, czarnej herbaty :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja koniecznie muszę ten Budapeszt odwiedzić raz jeszcze :-) Tylu miejsc nie zobaczyłam! Parlament od środka faktycznie prezentuje się olśniewająco. Co do przyjazności i klimatu miasta, to całkowicie się zgadzam - nie jest przesadnie wielkomiejsko, za to bardzo przytulnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  4. Pisałam i pisałam, a komentarz - pyk! - sobie zniknął ;-) Co do Budapesztu, to zgadzam się z Tobą całkowicie, że jest przytulny i klimatyczny - aż się nie chce wyjeżdżać. Żałuję tego Parlamentu, bo od środka nie miałam czasu oglądać, ale cóż - nie można mieć wszystkiego ;-) Na pewno się jeszcze do Budapesztu wybiorę, choćby przejazdem.

    OdpowiedzUsuń
  5. bardzo miło się z Tobą spacerowało Żaneto .. Vaciu utca super ..
    przejmujące jest to muzeum totalitaryzmu .. oby nigdy już więcej .. bardzo pragnę kiedyś odwiedzić miejsca związane ze zrywem wolnościowym w 56 roku

    piękne kilmatyczne zdjęcia ,, a moje ulubione to to z dwoma żółtymi tramwajami

    Budpeszt, chcę tam .. co prawda Ryanair nie lata tam z Krakowa ale Wizzair lata z Warszawy ...
    nawet nie wiesz jak pozytywnie zazdroszczę Ci tego pociągu z Wiednia do Budapesztu :^)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....