piątek, 30 maja 2014

Sardynia part VII | Co, gdzie, za ile - czyli subiektywnie o Sardynii




Kiedy zobaczyłam na stronie Ryanair bilety za 150 zł od osoby, w dwie strony do Alghero, wiedziałam czym to się skończy. Dodatkowo tęsknota za słońcem i ciepłem sprawiła, że podjęcie decyzji nie było trudne. Bilety zarezerwowałam na tydzień, miesiąc przed wylotem. Polecieliśmy na początku kwietnia.

O Sardynii słyszałam mieszane opinie. Inni zachwalali ją pod niebiosa, innym nie podeszła w ogóle. Byli też tacy co wracali co roku... Jednak póki człek sam się nie przekona na swojej skórze, nie będzie wiedział pod którą opinią się podpisać. Ja osobiście składam podpis pod tą pierwszą. Pomimo tego, że wyspa przywitała mnie okropną pogodą - deszczem, wichurami i burzami, to już po dwóch dnia pokazała swoje piękne oblicze. Podróże przed sezonem lub po mają swoje ogromne plusy, o czym pisałam już nie raz. Tak było też w tym przypadku. Bez przepychu, spokojnie, w niektórych miasteczkach, aż za bardzo... Sardynia jakby w sennym nastroju, dopiero powolutku wychylała się spod kołderki, szykując się na jazdę bez trzymanki letnią porą. Czas płyną po sardyńsku, swoim rytmem, nie śpiesząc się nigdzie. Piękne miejsca, o niesamowicie zróżnicowanym terenie, zapierających dech widokach i krajobrazach. Z plażami, które od wielu lat znajdują się w czołówkach najpiękniejszych na świecie... Pyszne, aromatyczne jedzenie, soczyste pomarańcze, życzliwi i uśmiechnięci ludzie, wino za grosze, świeże ryby prosto z łajby, pomidory tak pachnące, że przyprawiają o zawrót głowy, warzywa wciąż pachnące polem... To wszystko znajdziecie na Sardynii! Czy warto? Jasne, że tak! 



1. CAR RENTAL

Pierwszym i najważniejszym punktem tej podróży było wynajęcie auta. Firm wiele, ceny też różne. Do wyboru, to koloru. Zdecydowaliśmy się na wypożyczalnie LOCAUTO. Rezerwacja VW POLO na tydzień czasu to wydatek ok. 130€ = 520zł. Drugie tyle kosztowało nas ubezpieczenie, bo niestety drogi na wyspie do bezpiecznych nie należą {o czym mogliśmy przekonać się na własnej skórze}. Dostaliśmy nowiutką maszynę, która dzień przed przyjechała prosto z fabryki. Na liczniku było tylko 32km! Ryszyliśmy w drogę do Portoscuso, o czym możecie poczytać w poście #1. Po powrocie podliczyliśmy paliwo na które wydaliśmy prawe 150€!... Wyszło na to, że auto kosztowało Nas najwięcej niż się spodziewaliśmy... Ale coś za coś :-)

2. ACCOMMODATION

Z noclegami poszło łatwiej niż przypuszczałam. Airbnb okazał się w tym przypadku dużo droższy niż booking.com. Polecam i Wam przed rezerwowaniem sprawdzić kilka różnych stron, bo różnice w cenach mogą być dość spore. Dzięki puszczeniu w eter na FB, że wybieram się na Sardynię, Piotr podlinkował mi blog Justyny. Pisała o uroczym B&B z przepysznymi śniadaniami i hipnotyzującym widokiem na morze... Wysłałam zapytanie, a w odpowiedzi dostałam namiary na Max'a. B&B Le Ginestre zamówiłam przez booking.com w cenie 150€ za 3 nocki, z przepysznymi śniadaniami. Domek prowadzony przez uroczą sardyńską rodzinkę, położony w cichej i ustronnej części Portoscuso. Życzliwi, pomocni i sympatyczni właściciele. Polecam z całego serca! Obym kiedyś tam wróciła...

Czwartego dnia ruszyliśmy w kierunku Costa Smeralda, gdzie w Palau zarezerwowałam kolejne miejsce. Najtańsza opcja z możliwych na booking.com! Palau Green Village Residence za 4 nocki bez wyżywienia kosztował 60€ za dwie osoby! I najpiękniejsze było w tym to, że w hoteliku byliśmy tylko my i rodzinka z Niemiec, która wybywała na całe dnie! Polecam, bez luksusów, ale wszystko pod ręką co trzeba! Bardzo miło mi się tam żyło ;)

3. TRANSPORT

Transport publiczny na Sardynii nie wchodził w grę. Na każdej jednej stronie, blogu delikatnie go odradzano. Że podobno rządzi się swoimi prawami i jeździ w typowo włoskim stylu. Ponieważ planem było objechanie wyspy wzdłuż i wszerz, auto było tutaj najlepszym rozwiązaniem. Ceny paliw na Sardynii są bardzo zróżnicowane i wyższe niż w innych krajach europejskich. Za 1 litr diesla trzeba zapłacić od 1.65€ i w górę! W niektórych miejscach ceny sięgały nawet 2 euro za litr!

Palau, o czym pisałam tutaj, jest najlepszą bazą wypadową na archipelag La Maddalena. Promy odpływają co godzinę z portu w centrum. Są dwie firmy obsługujące ten odcinek - Delcomar i Saremar. I TERAZ UWAGA!!! Sardyńczycy z angielskim w 90% są na pieńku, więc ciężko cokolwiek się dowiedzieć. Plus informacja w punktach sprzedaży biletów na ten temat jest znikoma, więc piszę o tym tutaj, aby uchronić Was przed wyrzucenie kasy w błoto.  Delcomar wypływa z Palau w godzinach od 7:20 - 15:45, później ma przerwę do godziny 20:30! I tak samo jest z La Maddalena do Palau. Promy kursują w godzinach 7:50 - 16:16, przerwa kilku godzina, po czym kolejny prom jest dopiero o 21.00! Jeśli kupiliście bilet na Delcomar {return kosztuje 19 euro} i chcecie wrócić wcześniej, w godzinach kiedy prom tej firmy nie kursuje, nie macie innego wyjścia jak: a) wziąć prom firmy drugiej i ponownie zapłacić za bilet, lub b) zostać dłużej na wyspie. Szkoda, że nikt o tym nie informuj przy kupnie biletów, tylko człowiek dowiaduję się przy samym wjeździe na pokład... Mam nadzieję, że wyjaśniłam to "po ludzku" :-).

4. FOOD

Bez dobrego jedzenia nie ma dobrych podróży. A włoska czy sardyńska kuchnia jest zajebiście dobra. Jest jak niekończąca się opowieść... Można kosztować, odkrywać i pisać, a końca tej powieści i tak nie widać. Sardynia słynie z wielu smakołyków, które spróbujecie tylko i wyłącznie tutaj. Choćby sardyński ser "casu marzu" z żywymi larwami muszki. Nie miałam okazji próbować, choć nie wiem czy byłabym na tyle silna aby go skosztować... Jak dla mnie prawdziwym zwycięzcą okazał się tutaj sardyński serek owczy - pecorino. Bardzo delikatny smak, lekko ostrawy, przypomina mi troszkę polski serek topiony, taki w pozłotku, sprzedawany za czasów komuny. Jest pyszny, sardyńskie śniadanie bez pecorino nie było by śniadaniem ;-). Ponieważ jestem wegetarianką, nie próbowałam żadnych dań mięsnych. Ale, ale... Pozwoliłam sobie na małe szaleństwo z rybami i owocami morza. Będąc w Portoscuso koniecznie zajrzyjcie do restauracji "L'Ancora". Tego nie da się opisać słowami! Trzeba samemu skosztować tych wszystkich smakołyków! W "Ciccittu" serwują pizze palce lizać. Polecam wegetariańską z bakłażanem, białą cebulą i grzybami! 
W Palau dużym plusem była mała kuchnia w naszym apartamencie, gdzie co wieczór przyrządzaliśmy obiady i kolacje z lokalnych warzyw, ryb i owoców morza. Wychodzi to dużo taniej niż codzienne stołowanie się w knajpach.




W Palau są dwa większe sklepy - Eurospin i Dettori, kupicie wszystko. Warzywa, owoce, pieczywo, czego tylko dusza zapragnie. Ceny przystępne, Eurospin jest tańszy od Dettori. W świeże ryby czy owoce morza, najlepiej zaopatrzyć się w sklepach rybnych, które codziennie mają świeże dostawy od rybaków, prosto z morza. W Palau, na ulicy Via Nazionale 109 znajduję się "Barracuda", który odwiedziliśmy kilka razy podczas naszego pobytu. Ryby których nazw nie sposób zapamiętać,  świeży tuńczyk, kałamarnice, krewetki, ośmiornice, małże - do koloru do wyboru. Ja zajadałam się sardynkami! Ahhhh, pyszne! Ceny od 7 euro za kilo świeżych sardynek, w górę. Do tego pachnące warzywa, chrupiąca bagieta i obiadek gotowy!



Nigdy nie przepadałam za espresso, na samą myśl od razu dostawałam delirki. Ale nie na Sardynii! Małą czarną potrafiłam kosztować w zwolnionym tempie dwa razy dziennie, koniecznie z zimnym mlekiem i sardyńskim ciasteczkiem. Spróbujcie "aranzade" - pomarańczowa skórka w miodku z migdałową posypką! Niebo w gębie! Mniam, mniam!


Cenowo Sardynia nie różni się niczym szczególnym od Włoch. Za główne danie w knajpie trzeba przeznaczyć 8-10-15-20 euro, pizze czy sałatki chodzą taniej. Espresso kosztuje zazwyczaj 1 euro, czyli taniej niż PL. Nie dość, że cena niższa to jeszcze dużo lepsze w smaku! Sardynia to także raj dla wielbicieli win, trunków i piw. Nie ma problemu z kupnem lokalnych alkoholi w sklepach stacjonarnych, a w wina można zaopatrzyć się prosto od producenta.

O Sardynii można pisać długo. Wiecie co???? Kupcie lepiej bilet i lećcie odkrywać tą piękną, smakowitą krainę tysiąca smaków i wrażeń! I jak już dolecicie to koniecznie spróbujcie bottargii {lekko solonej, peklowanej ikry tuńczyka lub cefala} i ink pasta {barwiony tuszem kałamarnic makaron}. Awesome!


* * *

Żegnam się z Sardynią.
Ze smutkiem w sercu, i łezką w oku... Coś czuję, że nie na długo. Bo bilety w dalszym ciągu kuszą niskimi cenami, więc może jeszcze w tym roku skuszę się ponownie na Alghero. Bo niestety na zachodnią część nie starczyło mi już czasu...

Mam ogromną nadzieję, że to krótkie podsumowanie komuś kiedyś się przyda. Jeśli ktoś z waszych znajomych wybiera się na Sardynię, podlinkujcie mu moje publikacje. Może właśnie on/ona szuka cennych informacji co warto, a czego nie na wyspie. Będę wdzięczna!

Pytania, sugestie, pomysły - piszcie w komentarzach!
Chętnie pomogę ;-)



A już teraz............ HAPPY WEEKEND!

Stay tuned...
Żaneta


niedziela, 25 maja 2014

Sardynia part VI | Arcipelago della Maddalena






Dzień 6. Sardynia.


Kolejny piękny dzień. Kolejny ze słońcem i piękną pogodą. Na ten właśnie dzień zostawiłam wyspy Archipelagu La Maddalena. Najlepszą bazą wypadową jest właśnie Palau. To stąd odpływają promy na największą wyspę Maddalena. Nadzwyczaj dobrze spało mi się na Sardynii... Każdego dnia budziłam się taka wypoczęta i wyspana, po mimo wczesnej pobudki. Pierwszy spojrzenie za okno... I co człowiek słyszy? Liście palmy powiewające na morskie bryzie, szelest ich wyschniętych liści... Promienie słoneczne mozolnie próbują przedostać się do pokoju, a śpiew ptaków zawsze brzmi jakoś piękniej na wakacjach.

Miseczka owsianki z kopiastą porcją pomarańczy to zawsze idealne rozwiązanie na śniadanie. Najpierw relaks przy basenie z książką w ręku, później zwiedzanie. Na wszystko jest czas. Bez pośpiechu...

Promy kursują codziennie z Palau do Maddalena, praktycznie co godzinę. Trzeba jednak pamiętać o jednej bardzo ważnej rzeczy, o której wspomnę w ostatnim poście, który opublikuję jeszcze przed wylotem na Islandię, czyli w tym tygodniu. 


Widok z portu na Palau... 


Widoki na pobliskie wysepki... Tutaj Santo Stefano, przystań dla wielu morskich ptaków. 

Widok z promu na przeurocze miasteczko La Maddalena... 

Wyspę Maddalena można objechać w jedną godzinkę, z postojami może to zająć nawet cały dzień. Malownicza trasa wzdłuż wyspy ma jakieś 20km. Ale ze wszystkim przystankami typu "zatrzymaj się tutaj, jezu jak pięknie" czasowo wcale nie wygląda to tak szybko, jak się wydaje. Przepięknie widoki na pobliskie wyspy i Korsykę. Cały archipelag to raj dla żeglarzy, a główna wyspa i Caprera także dla zapalony rowerzystów. Co roku na tutejszych wodach odbywają się regaty jachtowe, które ściągają zapaleńców z różnych zakątków świata. 

W oddali wyspa Spargi, na którą można dostać się tylko drogą morską. Letnią porą z port La Maddalena można wykupić wycieczki żaglówką lub jachtem wzdłuż każdej z wysp.



Woda w przepięknym turkusie kusiła aby do niej wskoczyć... ale stanowczo była za zimna jak dla mnie.

Jedna z wielu przepięknych plaż na wyspie.... 

Tutaj wody u wybrzeża Porto Massimo, według mnie ekskluzywnej części wyspy. Domki ukryte w zieleni, basen, jachty i żaglówki...  
Most łączący wyspę Maddalena i Caprera. 

Kilka słów o wyspie Carpera. Wyspa od 1986 roku była własnością Giuseppe Garibaldiego, legendarnego włoskiego bohatera i rewolucjonisty. Obecnie w jego posiadłości znajduje się muzeum Compendio Garibaldino, gdzie można zobaczyć pamiątki pozostawione przez samego Giuseppe. Żałuję, że tak mało czasu poświęciłam na te dwie wyspy... Ale może kiedyś ten błąd nadrobię. Wam jednak powiem jedno: wybierzcie się na przejażdżkę rowerem lub pieszą wycieczkę po Carperii. WARTO! 


La Maddalena to najważniejsze miasto całego Archipelagu. To tutaj skupia się całe życie wyspy i pobliskiej Carperii. Miejsce obszarowo malutkie, ale urocze i takie spokojne. Można się pogubić w labiryntach tych wąskich uliczek i zatracić prostocie i lekkim klimacie... Stare, "wysłużone", lekko zaniedbane kamienice nadawały typowo rzymskiego stylu, idealne miejsce dla fotomaniaków. W małej kawiarence tuż przy głównym deptaku via Garibaldi skusiłam się na espresso z zimnych mlekiem... Jak przed nie przepadałam za espresso, tak tutaj nie wyobrażałam sobie  dnia bez jednej filiżaneczki! Zapraszam na spacer po La Maddalena!





















Promem wróciliśmy do Palau. W lokalnym sklepie zaopatrzyliśmy się w świeże ryby i warzywa. Smak domowej bruschetty zrobionej w maciupciej ala kuchni w apartamencie naszego hotelu zapamiętam na zawsze... Nie wiem czy to Sardynia, czy śródziemnomorski czy tyrreński klimat, czy świeżo wypieczona bagietka, a może te soczyste czerwoniaste pomidory... Bez przypraw... Po prostu niebo w gębie! I wiecie co, życzę Wam takich właśnie smaków w tym roku! Pełnych słońca, lokalnych klimatów, miłości, pozytywnych i pięknych momentów bez solenia i pieprzenia! Takich prawdziwych, naturalnych, a przede wszystkim po waszemu ;) Pięknych podróży!!!


Tym postem żegnam Sardynię. Skrycie mam nadzieję, że tam wrócę. Tak jak wspominałam wyżej w ostatniej zbliżającej się publikacji podsumuję cały wypad na wyspę. Gdzie nocowałam, gdzie wypożyczałam auto, trochę linków, ciekawostek, porad i przestróg. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś skorzysta z moich wskazówek! A jak Wy, zajrzycie?


Stay tuned!
Żaneta

  

piątek, 23 maja 2014

{ Klub Polki na Obczyźnie } dziesięciu sławnych z kraju Wikingów



Dzisiejszy post publikuję specjalnie na potrzeby Klubu Polki na Obczyźnie. Tym razem wspólnie z innymi Klubowiczkami i Klubowiczek Piotrem przedstawiamy Wam wielkie 10-ątki sławnych ludzi z krajów w których mieszkamy. Jeśli macie ochotę poczytać kto, co i dlaczego to koniecznie zajrzyjcie na oficjalny blog Klubu, gdzie znajdziecie bezpośrednie linki do postów na blogach koleżanek i Piotra.

A więc do dzieła! Czas na moją subiektywną, sławną dziesiątkę wielkich Duńczyków. Niektórych pewnie "znacie" i lubicie. Inni obili Wam się o ucho, a niektórych jak znać życie "nie znacie" w ogóle. Wybaczam! Bo ja sama, przed emigracją tutaj, o sławnych Duńczykach mało wiedziałam. No może po za Aqua i ich hitem "Barbie Girl".... Miłego czytania!



MADS MIKKELSEN - świetny aktor, którego lubię i chętnie oglądam. Znany i lubiany przez wszystkich. Ceniony na arenie międzynarodowej, jak i w rodzinnym kraju. Ukończył szkołę Århus Theater School, przez 8 lat pracował jako zawodowy tancerz. Zagrał u boku największych sław kina, w takich filmach jak - "Król Artur", "Casino Royale", "Quantum of Solace", "Valhalla", "Trzej Muszkieterowie" czy "Kochanek Królowej". Bardzo polecam obejrzeć genialny duński film, który był nominowany do Oskara w tym roku, "The Hunt" {Polowanie}. Mads wcielił się w rolę pedagoga w przedszkolu na jednej z duńskich prowincji, który został niesłusznie oskarżony o molestowanie małej dziewczynki.  Więcej nie będę pisać, film porusza bardzo ważny temat... Koniecznie obejrzyjcie! Obecnie możecie podziwiać go w fantastycznym, lecz dość kontrowersyjnym serialu "Hannibal", gdzie gra samego Hannibal'a Lecter'a. 

{ source }



ARNE JACOBSEN - architekt i projektant wnętrz, znanych i ceniony w Danii i na świecie. Jego krzesło "Egg" chce mieć każdy, no dobra prawie każdy! Urodził się w Kopenhadze w 1902 roku, ukończył Szkołę Techniczną i Akademię Sztuk Pięknych w Kopenhadze. Stawiał na nowoczesność i minimalizm. Jacobsen zapoczątkował erę typowych duńskich domów jednorodzinnych z żółtobrązowej cegły i stromym, pokrytym ceramiczną dachówką dachem. Wspólnie z Flemmingiem Lassenem zaprojektował lotnisko w Kastrup. Niektóre jego projekty zostały zrealizowane w Niemczech, Szwecji, Pakistanie czy Wielkiej Brytanii, ale to właśnie w Danii można znaleźć najwięcej "perełek" Jacobsena. Krzesła zaprojektowane przez Arne'ego i stworzone w latach 1952-1959 do dnia dzisiejszego cieszą się ogromną popularnością, choć cenny niektóry przyprawiają o zawrót głowy. 

{ source }
Arne Jacobsen Chairs { zdjęcia pochodzą z internetu }

SUSANNE BIER to duńska reżyser i scenarzystka, urodzona w Kopenhadze. Jej film w 2011 roku "W lepszym świecie" zdobył Złoty Glob 2010 dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego, a w 2011 Oskara w tej samej kategorii. Susanne specjalizuje się w kinie psychologicznych, realne. W filmach kreuje prawdziwe życie, sytuacje, które mogą spotkać każdego z nas. Dlatego tak bardzo lubię oglądać produkcję wyreżyserowane przez Bier. Od siebie mogę polecić kilka tytułów - "Den eneste ene", "Bracia" {nakręcono także wersję amerykańską o takim samym tytule}, "Tuż po weselu", "W lepszym świecie" i "Wesele w Sorrento". Filmy lekkie, niektóre przepełnione dramatyzmem, smutkiem i ludzkimi tragediami, pozostałe wręcz kipią humorem i szczęściem. 

{ source }

KAREN BLIXEN to jedna z największych i najbardziej rozsławionych pisarek duńskich. Urodziłam się 17 kwietnia 1885 roku w Rungsted koło Kopenhagi. Zmarła w rodzinnym domu 7 września 1962 roku. Jej książkę "Pożegnanie z Afryką" pewnie zna każdy. To właśnie w niej dzieliła się swoimi wspomnieniami ze swojego życia w Kenii, gdzie wyjechała z mężem gdzie wspólnie założyli plantację kawy. Niestety życie osobiste Karen nie układało się tak jak powinno. Po licznych zdradach męża, doszło do rozwodu, Blixen została sama i wspólnie z pracownikami zajmowała się przez przez 10 lat plantacją. Kiedy nadszedł kryzys na rynku kawy, zdecydowała się na powrót do Danii, do rodzinnej miejscowości. Jeśli wybieracie się w przyszłości do Kopenhagi warto odwiedzić Rungsted i muzeum poświęcone twórczości i życiu Karen, które mieści się domu w którym pisarka się urodziła i zmarła. 

{ source }


MARIE KEY. Jeśli chodzi o scenę muzyczną długo zastanawiałam się kogo Wam pokazać. Jest wiele świetnych wokalistów, artystów czy zespołów. Ale po namyśle postanowiłam przedstawić Wam bliżej właśnie Marie Key. Jej pierwszy solowy album "Se nu herhen" został pozytywnie przyjęty, a Marie została okrzyknięta objawieniem 2011 roku. Młoda, utalentowana, niesamowicie ambitna, o hipnotyzującym głosie. Urodziła się w Kopenhadze 7 października 1979 roku, tworzyła wspólnie z innymi od roku 2002. Jej album "De her dage" wydany w 2012 roku odniósł niesamowity sukces w Danii gwarantując jej III miejsce na liście Danish Album Charts. Zdobył także podwójną platynową płytę, i stał się trzecim najlepiej sprzedającym się albumem w 2013 roku. Sama Marie Key zdobyła 7 z 6 nominacji na Danish Music Awards 2013 w tym "Najlepszy duński album roku" i "Najlepsza duńska piosenkarka roku". Z całego serca gratuluję, bo odwala kawał świetnej roboty!  

{ source }



CAROLINE WOZNIACKI tej pani nikomu nie trzeba przedstawiać. Zna ją każdy - mały czy duży. Caroline jest bardzo popularną i lubianą osobą w Danii. Tenisistka polskiego pochodzenia, urodzona 11 lipca 1990 roku w Odense na wyspie Fionia. Jej rodzice, Anna {siatkarka, grała w reprezentacji Polski} i Piotr {piłkarz}, przenieśli się na stałe do Danii w latach osiemdziesiątych, po tym jak ojciec Caroline podpisał kontrakt z B 1909 Odense. Zwyciężyła w 21 turniejach WTA w grze pojedynczej.  W 2010 roku podczas CHINA OPEN zdeklasowała Serenę Williams z pozycji liderki rankingu WTA TOUR, tracą tą pozycję tylko na tydzień w 2011, aby znowu powrócić na pierwsza pozycję, którą utrzymała do 2012 roku. 


{ source }


NADIA PLESNER to duńska malarka z holenderskimi korzeniami, która żyje i tworzy w Holadnii. Gdyby nie spór z kwietnia 2010 roku z modowym gigantem Louis Vuitton prawdopodobnie świat nigdy by o niej nie usłyszał. Już piszę o co chodzi. Nadia w tymże roku została pozwana przez Louis Vuitton za to, że bez ich zgody wykorzystała torebkę tejże marki na jednym ze swoich obrazów "Darfurnica". Cześć obrazu, tj. niedożywione afrykańskie dziecko trzymające "modowego" psiaka i torebkę przypominającą model torebki Louis Vuitton "Audra" zostało wykorzystane na koszulkach "Simple Living". I właśnie tutaj zaczęła się bitwa! Gigant oskarżył artystkę o naruszenie praw autorskich, nakazał zaprzestania zamówień i używania "kopi torebki" na czymkolwiek. Sąd holenderski przychylił się do pozwu Vuitton i nałożył na Nadię karę w wysokości 7.500 dolarów za każdy dzień od początku kampanii "Simple Living". Po tym werdykcie świat artystów, media i gwiazdy stanęły w obronie Plesner tłumacząc, że każdy ma prawo w sposób artystyczny do wypowiedzi, a także prawo do świadomego i światowego uświadamiania jeśli chodzi o sprawy międzynarodowe czy konflikty. W rezultacie w 2011 roku sąd odwołał swoją decyzję kończąc sprawę pozytywnym zakończeniem - obraz "Darfunica" został sprzedany za ok. 45.000 dolarów. Obecnie Nadia w dalszym ciągu tworzy, a 2008 roku założyła fundację charytatywną "The Simply Living Committee". Jej nowa kampania "KISS {Keep It Simple, Stupid}" przeciw współczesnemu światu i współczesnej kulturze, przedstawia nagą Sarah Palin i Ronald'a McDonald'a działających wbrew woli Boga w ogrodach Edenu. Obraz został po raz pierwszy wystawiony w Danii, gdzie został pozytywnie przyjęty. Więcej informacji o Nadii znajdziecie na jej oficjalnej stronie www.nadiaplesner.com.

{ source }
Obraz "Darfunica" z którego został wykorzystany jego mały fragment | { source }

KISS { Keep It Simple, Stupid } | { source }


MALENE BIRGER to jedna z najbardziej znanych projektantek mody w Danii. MTV Europe okrzyknęło ją "Kopenhaska Królowa Mody". Pracowała w takich firmach jak "Jackpot by Carli Gry" czy "Marc O'Polo". W 1997 roku założyła swoją pierwszą firmę "DAY Birger et Mikkelsen". Od 2002 roku prowadzi drugą firmę "By Malene Birger". Obie marki są lubiane i cenione w Danii i na świecie. Jeśli macie ochotę na mały shopping to zajrzyjcie www.day.dk lub www.bymalenebirger.com. Udanych zakupów!

{ source }

ANDERS FOGH RASMUSSEN były premier Danii, obecnie Sekretarz Generalny NATO. Urodził się 26 stycznia 1953 roku w Ginnerup. Ukończył studia ekonomiczne na Uniwersytecie Aarhus. W latach 2001-2009 sprawował najwyższą pozycję w Danii - stanowisko premiera, z którego zrezygnował 4 kwietnia 2009 roku po tym jak na 21. szczycie NATO w Strasburgu wybrano go na Sekretarza. Ciekawostką jest, że 10 października 2003 roku został odznaczony przez Aleksandra Kwaśniewskiego Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi RP. 


{ source }

JENS CHRISTIAN SKOU urodził się w 8 października 1918 roku w Lemvig. Ukończył studia medyczne na Uniwersytecie Kopenhaskim, od 1947 pracuje na Uniwersytecie w Aarhus gdzie obecnie jest profesorem emerytowanym. W 1997 roku razem z Paul'em D. Boyer'em i John'em E. Walker'em otrzymali Nagrodę Nobla w dziedzinie chemii za odkrycie enzymu pompy sodowo-potasowej. Jest to enzym białkowy uczestniczący w aktywnym transporcie kationów sodu i potasu... Jeśli chcecie poczytać więcej na ten temat to odsyłam do Wikipedii { klik }. 


{ source }



Ufffff.... Skończyłam! 
Mam ogromną nadzieję, że czytało się fajnie i luźno, i że Was nie zanudziłam. To tylko malutki procent tego "duńskiego skarbu"... Jestem ciekawa kto {nie co!} Wam przychodzi na myśl kiedy słyszycie "Dania"? Pochwalcie się! No dalej!



Pozdrawiam ciepło, dziękuję za uwagę i zapraszam częściej!

Żaneta...

środa, 21 maja 2014

Sardynia part V | Palau i wybrzeże Costa Smeralda


Sardynia. Wybrzeże Costa Smeralda.
Czas na luz bluz.


Po dotarciu w poniedziałkowy wieczór do Palau zdecydowałam, że czas na trochę spoko i relaksu. Hotelik typu villige, za który zapłaciłam śmieszne pieniądze okazał się dużo fajniejszy niż na zdjęciach booking.com. W hotelu byliśmy tylko my i mała rodzinka z Niemiec, która wybywała na całe dnie. 

Każdego ranka obowiązkowo pyszna owsianka z lokalnymi pomarańczami, na tarasie w słońcu z widokiem na palmy. Czeg chcieć więcej... Do 12.00 leniuchowanie przy basenie z fascynującą biografią Scott'a Jurka w ręku. Pierwszego dnia postanowiliśmy przejechać się wybrzeżem w poszukiwaniu willi Berlusconiego i Clooney'a... :D




Palau, gdzie spędziłam błogie 5 dni, to urocza mała miejscowość położona na wybrzeżu Costa Smeralda. Jest to także najlepsze miejsce wypadowe na wyspy archipelagu La Maddalena. Senne i jeszcze spokojne w kwietniu Palau powoli szykowało się na zbliżający letni sezon. Wszystko tutaj jest pod ręką - małe urocze restauracyjki serwujące pyszne lokalne jedzonko, kafejki z pachnącym espresso, ciasteczkami i lodami, sklepiki z pamiątkami, firmowymi okularami czy sportowymi ciuchami. A jeśli macie ochotę zaopatrzyć się w świeże ryby czy owoce morza prosto od rybaków wystarczy udać się do portu. Warzywa i owoce aż proszą się o kupno, a pomidory wolałam wąchać niż jeść. Miło, przytulnie i spokojnie, choć kiedy nadchodzi sezon bywa tutaj dość gorączkowo.














Słodkości w jednej z kawiarenek na głównej ulicy w Palau.... Ciężko było się zdecydować... W końcu padło na dwa rodzaje malutkich "niby" rogalików z kremem... Niebo w gębie!




Costa Smeralda to najsłynniejsze wybrzeże Sardynii, z wieloma ekskluzywnymi willami i rezydencjami znanych osobliwości, hotelami słynącymi na całym świecie. Wszystkie budynki w tej części wyspy są tak wkomponowane w krajobraz sardyński, aby harmonizowały się z naturą. Nie znajdziecie tutaj wielkich hotelarskich molochów, wysokich budynków... Domy są niskie, w naturalnych kolorach ziemi lub bieli, otoczone zielenią i drzewami. Spektakularne widoki, plaże z białym piaskiem i turkusową, przejrzystą wodą nie pozwalają oderwać wzroku... A gdyby tak zamieszkać niedaleko jednej takiej??? Ahhhh marzenie... Wycieczka wzdłuż wybrzeża tego dnia okazała się strzałem w dziesiątkę. Wyruszyłam na poszukiwania George'a Clooney'a - niestety bezskutecznie... 





Okolice Cannigione - piękny widok na wyspy archipelagu La Maddalena, a w oddali dojrzycie Korsykę.


Niesamowita roślinność Sardynii... Zachwycałam się nią na każdym kroku... Pewnie tak samo robiłaby moja najukochańsza Mama ;) 

Dzikie tereny Baia Sardinia. Wystarczyło zboczyć z głównej drogi, aby przenieś się w całkowicie odludne miejsce z niesamowitymi widokami! To jest to co lubię najbardziej... Czasami zbaczać z drogi.


Porto Cervo to raj VIP-ów z różnych zakątków świata. W dwóch portach w tej malutkiej miejscowości w sezonie cumują najwspanialsze prywatne jachty jakie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić. Latem w Porto Cervo odbywa się wiele międzynarodowych imprez sportowych. Miasteczko senne i puste, jakby opuszczone. Cisza i spokój. Niestety nikogo sławnego nie udało nam się spotkać, ale za to właśnie tam wypiłam najlepsze espresso i skosztowałam aranciatę, czyli skórkę pomarańcza z miodem i orzechami i migdałami. Takie malutkie, ale niesamowicie pyszne!







Wróciliśmy do Palau. W miejscowym sklepie kupiliśmy świeże sardynki i owoce morza, warzywa i przygotowaliśmy pyszną, prostą kolację. A wieczorem wybraliśmy się na miasto na krótki spacer i małą caffe latte... Nie wiem dlaczego, ale latem kawa sama się prosi abym ją piła...





Palau z punktu widokowego.... Przepięknie!




W kolejnym poście zabiorę Was na wyspy archipelagu La Maddalena. I tym samym będzie to ostatni post z Sardynii. Na zakończenie napiszę krótkie podsumowanie co, jak, za ile, gdzie i po co. Mam nadzieję, że kiedyś z korzystacie z moich porad ;)


A już w ten piątek chciałabym was zaprosić na specjalną publikację, którą sponsoruje Klub Polki na Obczyźnie. Więc jeśli macie ochotę poczytać o sławnych Duńczykach to zajrzyjcie do mnie w piątek z rana! Post już będzie na Was czekał!


Stay tuned!
Żaneta