piątek, 16 maja 2014

Sardynia part IV | W stronę Narodowego Parku Gennargentu


Sardynia.
Dzień IV.
Poniedziałek. Czyli czas pożegnać się z Portoscuso i ruszyć w stronę Palau. Trasę na Costa Smeralda przestudiowałam bardzo dokładnie i zaznaczyłam na mapie... Ale, po naniesieniu mojego planu do google maps okazało się, że to prawie 9 godzin jazdy, w większości serpentynami. Mój towarzysz podróży się zbuntował i stanowczo powiedział nie. Ponieważ zależało mi na przejechaniu Narodowego Parku Gennargentu, który słynie z przepięknej trasy krajobrazowej, postanowiłam go przekabacić tak, abyśmy chociaż trochę zahaczyli o jakąś część Parku. Zmieniliśmy trochę trasę i udało się! Jedziemy do Gennargentu!

A tak prezentowała się trasa dnia 4. Napiszę tylko, że warto było zboczyć te kilkanaście kilometrów. I to warto przez duże W! Niesamowite miejsca!





Śniadanie czekało na nas jak zwykle o 9.00. Tym razem ostatnie u rodziny Max'a. Jak zwykle na słodko, z nieziemsko pachnącym espresso. Ostatnie pogawędki z Max'em, który jak się okazało jest wielkim gadułą {oczywiście jest to plusem, bo dowiedzieliśmy się sporo o okolicy, Sardynii i Sardyńczykach:)}. Ostatnie spojrzenia przez okno, skąd rozpościerają się piękne widoki na morze. Za tym będę tęsknić najbardziej... Na pożegnanie w prezencie otrzymaliśmy typowy sardyński chlebek i mały słoiczek przepysznego serka pecorino. Ostatnie tobołki wylądowały w aucie, pomachaliśmy na pożegnanie i ruszyliśmy przed siebie... A przed Nami długa droga...

Taką pogodę mieliśmy od samego rana! Sun, I love you!

Pierwszy raz widziałam jak rosną karczochy... W pierwszym momencie nie wiedziałam co to jest, dopiero po głębszych przestudiowaniu pól z daleka, wiedziałam co tam ci Panowie zbierają. I byli na tyle mili aby jeszcze pięknie przy pozować do zdjęcia!

Od samego przyjazdu szukaliśmy lokalnych pomarańczy od przydrożnych sprzedawców. Niestety przez pierwsze dni bezskutecznie, i w gruncie rzeczy straciliśmy już nadzieję, aby jakiegoś spotkać. A jednak, wysłuchano nas tam na górze! Kilka kilometrów do zjazdu na autostradę, naszym oczom ukazał się mały niebieski Spiaggio! A tuż przy nim całe skrzynki wielkich pomarańczy! Szkoda, że nie widzieliście naszych uhahanych buziaków! Stanęliśmy na boku, wyskoczyłam z auta i z prędkością światła ruszyłam w stronę mini autka miłego, zjaranego słońcem Sardyńczyka. Sardyńczycy po angielsku kuleją, więc na migi pokazałam o co mi chodzi...
Pan Sardyńczyk: Ciao! Ciao!
Ja: Ciao! Can I have quattro oranges... 
Pan Sardyńczyk: Si, si! Quattro!... {I zaczyna brać się za skrzynki}
Ja: No, no!... {Macham na nie i pokazuje, że nie chcę skrzynek}... Quatrro orange! {bo po co sprawdzić jak jest po włosku pomarańcz}
Pan Sardyńczyk: Si, si!... {W końcu! I zaczął pakować te ogromne pomarańcze w reklamówkę}
I w tym momencie z auta wyskoczył kierowca i zaczął pstrykać zdjęcia. Pan Sardyńczykowi się to spodobało i chętnie pozował z nami do zdjęć :)
Ja: Foto, foto! {I pokazuję na siebie, na niego i aparat}
Pan Sardyńczyk: Si, si! Uno momento... {I poleciał do swojego Spaiggio. Wrócił z długopisem i umorusaną karteczką.}
Pan Sardyńczyk: Foto Paderi Francesca... {Pokazuje na nas i siebie.} Foto, e-mail, Paderi facebook...!!! 
Ja: Wiesz, on chyba chce żebyśmy mu wysłali e-mailem te zdjęcia, bo on chce wstawić je sobie na facebook'a! { mówię do G.} Si, si Paderi I will send you pictures! No worries! 
Pan Sardyńczyk: Grazie! Grazie!

I napisał swój e-mail na skrawku brudnego papierku. Zdjęcia wysłałam. Nie wiem czy doszły do niego, bo w dalszym ciągu nie otrzymałam żadnej odpowiedzi. Podziękowaliśmy za reklamówkę pomarańczy, pożegnaliśmy się i pomachaliśmy na do widzenia. Niesamowita sytuacja! I po raz kolejny przekonuję się, że bariera językowa wcale nie jest żadną barierą. Dla chcącego nic trudnego. Trochę w lokalnym języku, trochę po angielsku, trochę w trzecim języku, trochę na migi i wszystko człowiek załatwić! 

Przedstawiam wam Pana Pomarańcza, czyli Paderi Francesca!

Najlepsze zdjęcie z tego pobytu! A ta pomarańcza co wisi ważyła ponad 2 kilo!

Zaopatrzeni w reklamówkę teraz można jechać dalej! 

Na drogę Orientale Sarda chorowałam od samego początku, od kiedy w moje ręce trafił przewodnik po Sardynii. Ponieważ po ustaleniu pierwszej trasy do Palau okazało się, że droga potrwa zbyt długo, ze smutkiem postanowiłam "zrezygnować" z tej części kraju. Ale jestem z tych osób które się nie poddają... I już przed wyjazdem z Portoscuso, szukałam możliwej alternatywnej przejażdżki, tak aby zahaczyć o Parco Nazionale del Golfo di Orosei e del Gennargentu i Orientale Sarda. Droga słynie z zapierających widoków i niesamowitej przyrody, i żal było mi tego miejsca nie zobaczyć. Poszliśmy na kompromis i obraliśmy drogę, taką jak na mapce google. Czyli drogami szybkiego ruchu dostaliśmy się z Portoscuso do Nuoro. Tam odbiliśmy na Arbatax, do małej rybackiej mieścinki która słynie z czerwonych skalnych formacji wpadających do morza. Drogi wiodły przez malutkie i urocze mieścinki, gospodarstwa, i oczywiście przez Park Narodowy Gennargentu. Przepiękne widoki! Spokojnie i bez pośpiechu jechaliśmy przed siebie mijając kolejne wzniesienia, zakręty, zjazdy, podjazdy, jeziora i lasy. W oddali ośnieżone stoki masywu Gennargentu -    góry Bruncu Spina {1829 m n.p.m.} i najwyższej na Sardynii Punta La Marmora { 1834 m n.p.m.} dumnie królowały nad nami i wyspą.

Park został utworzony w 1989 roku i zajmuje prawie 79.000 ha dziewiczych terenów Sardynii. Wiele miejsc jest niedostępnych dla ruchu kołowego, i tutaj szczęście znajdą osoby które pałają miłością do pieszych górskich wędrówek.  



Arbatax jak dla mnie przereklamowany. Kilka czerwonych formacji skalnych jest jedyną trakcją w tym miasteczku. I jeszcze widoki na oddalonej klify Sardynii. Latem z miasteczka wypływa wiele łódek w stronę skalistych urwisk, gdzie w ukryciu znajduję się pełno, pięknych i dziki plaż. 

W Arbatax zjedliśmy "madpakke" czyli nasz sardyński prowiant, skosztowaliśmy espresso i ruszyliśmy wzdłuż najsławniejszej drogi SS125 czyli Orientale Sarda. Droga pięknie przez wschodnią część Parku, a najpiękniejszych odcinkiem z niesamowitymi widokami jest  ten z Baunei do Dorgali - 63km krętej drogi wśród gór masywu. 



Baunei to jedno z miasteczek w Parku Narodowym, przez które biegnie droga SS125. Wioska położona jest u stóp wapiennego urwiska, skąd rozpościerają się piękne wiodki. Tak skrycie zazdroszczę ludziom, którzy tam mieszkają... Bo kto nie chciałby budzić się z takimi widokami każdego dnia... Baunei po lewej.




Na te właśnie krówki czekałam... Żartowałam, że jeszcze tylko nam brakuje dziko pasących się krówek... I za zakrętem już na mnie czekały ;) Całe stadko słodko pasło się na łąkach...

A tata byczek obserwował swoją rodzinkę z drugiej strony drogi...



Kocham takie dzikie, odludne tereny....



Trasa jest rzeczywiście niesamowita! Tak jak piszą wszyscy, tak i ja napiszę - koniecznie trzeba to zobaczyć. Warto zrezygnować z jednego dnia leżenia plackiem przy basenie, wypożyczyć auto i ruszyć na cały dzień odkrywać te dziewicze tereny Sardynii. Droga, pomimo tego że jest długa, wcale nie jest nużąca. Za każdym jednym zakrętem widoki są boskie, i jakby piękniejsze o tych wcześniejszych. Podobno należą do najbardziej spektakularnych w całych Włoszech! Nie będę się tutaj sprzeczać ani zaprzeczać, bo Włoch tak jak Sardynii nie zwiedziłam. I grzechem było by pisanie o plusach i minusach tych miejsc. 


W oddali wąwóz Su Gorroppu... 






O godzinie 20.00 byliśmy w Palau. Słonko już się z nami żegnało, noc powoli witała. Dzień pełen wrażeń, a przede wszystkim cudownych miejsc, bezcennych i niesamowitych widoków! Warto było zboczyć z trasy te 150km, aby przejechać drogami Parku Narodowego Gennargentu. Jeśli wybieracie się na Sardynię i zastanawiacie czy warto, napiszę tylko tyle - WARTO, I TO BARDZO BARDZO BARDZO! 

Mam ogromną nadzieję, że kiedyś będzie mi dane tutaj wrócić, tylko i wyłącznie do Parku, aby przejść z plecakiem miejsca, które podczas tej wyprawy były dla mnie nieosiągalne. Aby nasycić się pięknem tej przyrody do szpiku kości...


cdn...

Stay tuned.
Żaneta

14 komentarzy:

  1. WooooW! Przepiękne widoki! Pięć ostatnich zdjęć zapiera dech... To musiała być wspaniała podróż! PS. Mam nadzieję, że na Sycylii również pojem dużo, soczystych pomarańczy :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, na żywo było bilion razy lepiej! A ten wąwóz był niesamowity, gdybym miała trochę inne towarzystwo i więcej czasu, na pewno wybrała bym się na trekking tamtymi rejonami - przepięknie! Kiedyś mi ktoś powiedział, że Sardynia jest nie warta żadnych pieniędzy... Nie wiem gdzie ten ktoś był, ale gdybym go teraz spotkała, to powiedziałabym mu żeby się palnął w łeb 3 razy i jeszcze raz tam jechał... Pozdrawiam i trzymam kciuki za Sycylię, też jest na mojej liście. Na pewno będzie bajkowo!

      Usuń
  2. Zdecydownie muszę się jeszcze raz wybrać na Sardynię :)
    Super widoki !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie Kasia! ja chcę tam jeszcze wrócić, bo niestety nie starczyło mi czasu na Alghero i okolice. A też jest tam pięknie!

      Usuń
  3. Przesliczne krajobrazy , wiele z nich przypomina mi moja Rumunie, z tym wyjatkiem ze kaktusy czy pomarance, to u nas nas raczej nie rosna ;) ;) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rumunię powiadasz... Hmmm, jakoś nigdy mnie w te rejony nie ciągało, choć wiem że jest pięknie. Byłam raz w Bułgarii, i gdzieś tam głęboko mam nadzieję, że jeszcze am wrócę ;) Dziękuję za odwiedziny i zapraszam częściej!

      Usuń
  4. niesamowita trasa Żaneto .. och jej ja bym tak sobie powędrował z plecakiem po tym parku
    przępięknie wyglądasz .. Twoje zdjęcie na tej skale z doliną w tle *zjawisko* .. tak fajnie widzieć Cię tak szczęśliwą !!! :^)

    bardzo ciepło ściskam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze Ty to potrafisz słodzić jak nikt inny - brak już takich facetów na Ziemi ;) Dziękuję!
      Masz rację z tymi wędrówkami w Parku, jest niesamowity. Może kiedyś uda mi się tam wrócić, to chętnie połaziłabym i ja ;)
      Pozdrawiam ciepło!

      Usuń
  5. hihi zapomniałem dodać, że widywałem wiele plantacji karczochów w Kalifornii :^)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja pierwszy raz widziałam takie plantacje, na początku myślałam że to jakieś chwasty rosną...
      dopiero z bliska kapnęłam się co to jest...

      Usuń
  6. Nigdy nie widziałam jak się uprawia Karczochy. Te południowe owoce to prawdziwa rozkosz. Aż mi się łzy cisną do oczu na takie widoki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana te pomarańczy to było coś - nie pamiętam kiedy jadłam takie dobre... O warzywach lokalnych nie wspomnę! Szczerze mogłabym tam zamieszkać ;)

      Usuń
  7. kurcze ale tam pięknie........... obowiązkowo muszę zobaczyć Sardynię przed wyjazdem z Włoch........ i te piękne zdjęcia....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie Magda, koniecznie! Na pewno nie pożałujesz ;)

      Usuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....