poniedziałek, 5 maja 2014

Sardynia part II | wzdłuż wybrzeża od Fontanamare po wyspę Sant' Antioco




Sardynia.
Dzień II.

Na nocleg w Portoscuso trafiłam przez przypadek z dużą pomocą Piotra z peregrino.pl. Piotr podlinkował mi blog Justyny na moim fanpage i tak właśnie trafiłam na Max'a z B&B La Ginestre. Ich uroczy domek położony jest w zacisznym krańcu miasta, z pięknym widokiem na morze. Każdego rana o 9.00 zasiadaliśmy do stołu w dużej kuchni rodziny Max'a, gdzie czekało na nas pyszne sardyńskie śniadanie ze świeżo zaparzoną espresso. Poranek przywitał nas ciemnymi chmurami i wiatrem. Po śniadaniu ruszyliśmy drogą krajobrazową wzdłuż wybrzeża.  

Kto mnie zna, wie, że mogłabym zatrzymywać się na każdym jednym parkingu aby pstrykać fotki, choć widoki na tym poprzednim nie różniły się niczym od tych na wcześniejszym postoju. Tak już mam ;) Więc podróżowanie ze mną może być dość upierdliwe ;)
Wierzcie mi na Sardynii, za każdym zakrętem, zjazdem, górką, rozpościerają się takie widoki, że człowiekowi brakuje słów. Ciężko je pokazać, kiedy pogoda lipna... Ale kto był na wyspie, wie o czym mówię. Drogi puste, zero turystów. Idealnie...

Tak jak ta plaża w Fontanamare. Zobaczcie sami! Prawie końca nie widać. Coś pięknego!






Pierwszym punktem na mapie było słynne urwisko Scoglio Pan Di Zucchero, która znajduje się na południowo-zachodnim wybrzeżu Sardynii w górniczym Porto Flavia niedaleko Masua. Zjazd z górki, samymi serpentynami, przecinając malutkie górnicze wsie i miasteczka. Ciche, trochę zaniedbane i puste miejsca. Pan Di Zucchero ma powierzchnię 0,03 km² i 133 metrów wysokości. Miłą ciekawostką okazało się to, że bardzo podobna skalna formacja - Pão de Açúcar - znajduję się w samym Rio de Janerio w Brazylii. 







Wczorajsza prognoza pogody zaczynała się sprawdzać i już koło południa pogoda się poprawiała. Z Masua skierowaliśmy się na Buggeru, gdzie postanowiliśmy skosztować lokalnego przysmaku jakim jest bottarga, czyli solona, peklowana ikra tuńczyka lub cefala. Zboczyliśmy z trasy na żwirową drogę w stronę Spiaggia di Cala Domestica, dokąd prowadziły znaki. Spodziewaliśmy się kolejnej malutkiej plaży ukrytej gdzieś między wzgórzami opadającymi do morza. Piękne miejsce, o którym nie pisnęli słówka w przewodniku. Na szczęście, bardzo często lubię zbaczać z drogi, jak widać w tym przypadku też się opłacało. 
Spektakularne widoki z tras, które biegną wybrzeżem zapraszają do wędrówek. My postanowiliśmy wspiąć się na urwisko gdzie znajduje się Spanish Tower, która w dawnych czasach broniła dzielnie rybackiej wioski w dole przed piratami. Widoki z góry przepiękne, morze w niesamowitym turkusowym kolorze, chwila off line wśród miliona zapachów - bezcenne. Gdy brzuszek zaczął domagać się jedzonka, ruszyliśmy w dół na obiadek.
















Buggerru okazało się malutkim, cichym, "zamkniętym" miasteczkiem. Dotychczas była tylko prostą, rybacką mieścinką, ale od kiedy Sardynia stała się popularnym kierunkiem wśród turystów, również to miejsce stało się znane. Ponieważ wyspę odwiedziliśmy grubo przed sezonem, wiele miejsc było zamkniętych, jakby opuszczonych, a samo Buggerru mało atrakcyjne. Na szczęście spaghetti alla bottarga było wyśmienite! Koniecznie spróbujcie!

Głodek znikł, wrócił uśmiech, czas ruszać dalej. Ponieważ czasu mieliśmy dużo, postanowiliśmy skierować się na wyspę Sant' Antioco. Odległości między miejscami były minimalne, i już po niecałej godzince byliśmy na miejscu. Stolica wyspy o takiej samej nazwie skradła moje serce. Lubię takie malutkie, kolorowe, spokojne miasteczka, które żyje sobie swoim rytmem. W przytulnej i skromnej kawiarence wśród lokalnych przystanęliśmy na małe espresso, aby naładować siły na resztę dnia. I o dziwo bardzo mi sardyńskie espresso posmakowało...







Podczas naszej wizyty w Sant' Antioco trafiliśmy na pogrzeb znanej przez mieszkańców osoby. Miałam wrażenie, że cała wyspa się zjechała, tyle ludzi żegnało Pierro przed kościołem. Jak się później dowiedzieliśmy od Max'a, Pierro był bardzo szanowaną i lubianą osobą, który pomógł wielu osobom.


Kocham takie uliczki....

I takie obskurne budyneczki też...

Z Sant' Antioco ruszyliśmy na drugą stronę wyspy, do miasteczka Calasetta, skąd odpływa prom na pobliską wysepkę Isola di San Piedro. Calasetta pod każdym względem było inne od Sant' Antioco. Już same kolory budynków przyjaźnie witały przyjezdnych. Ta biel dodawało tyle uroku, i przypominała mi trochę małe wioski greckie na wyspie Kos. Ludzi malutko, na ulicach puściutko, restauracje zamknięte w oczekiwaniu na pełnię sezonu. Przeszliśmy kilkoma uliczkami, wychodząc na wprost pięknej, skalistej plaży gdzie leniwe wylegiwały się sardyńskie kociaki.










Dochodziła 18:00. 
Czas się zbierać do Portoscuso. Czas na odpoczynek. 
Zachody i wschody słońca były tam przepiękne. Każdego dnia miałam okazję podziwiać takie obrazy z balkonu naszego pokoju. I oby tak już zostało do końca naszego pobytu...







Cdn... Zapraszam wkrótce na dalsze części


Stay tuned.
Żaneta

6 komentarzy:

  1. Z tym robieniem zdjęć to byśmy się świetnie dogadały. Ja wykańczam ludzi, bo wiecznie widzę coś godnego uwagi, co koniecznie muszę sfotografować. Opóźniam przez to wszelkie marsze i zwiedzanie, a także wpadam w różne kłopoty. Ja bym pojechała na Sardynię, ale taką rozświetloną słońcem. Choć i tak pięknie...

    OdpowiedzUsuń
  2. jaki cudowny kolor wody! mogłabym tak siedzieć na wzgórzu i gapić się przed siebie :D piękna Sardynia :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Sardynia zachwyca to fakt :) Bottargę też miałam okazję spróbować, zaserwował nam ją nasz host z couchsurfingu :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Żaneto jestem cały w zachwycie .. wspaniała notka i niesamowite zdjęcia .. skrzętnie zapisuję Twoją trasę na przyszłość jak już będę miał blizej Ryanairem z Krakowa :^) ... morze i światło przepięknie uchwycone
    hihi .. ja też tak mam z tym zatrzymywaniem się .. zazwyczaj idę piechotą jak na pielgrzymkach czy wędrówkach i co kilka minut zdejmuję plecak by wyciągnąć lustrzankę .. a potem gonię by nadrobić .. chyba bym zwariował gdybym miał ze sobą iść :^))

    OdpowiedzUsuń
  5. Wspaniałe zachody słońca! Ach te widoki, klify, urwiska :-) Uwielbiam taką przestrzeń! Liczę na podobne klimaty na sąsiedniej Sycylii. Jeszcze tylko 20 dni...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....