piątek, 30 maja 2014

Sardynia part VII | Co, gdzie, za ile - czyli subiektywnie o Sardynii




Kiedy zobaczyłam na stronie Ryanair bilety za 150 zł od osoby, w dwie strony do Alghero, wiedziałam czym to się skończy. Dodatkowo tęsknota za słońcem i ciepłem sprawiła, że podjęcie decyzji nie było trudne. Bilety zarezerwowałam na tydzień, miesiąc przed wylotem. Polecieliśmy na początku kwietnia.

O Sardynii słyszałam mieszane opinie. Inni zachwalali ją pod niebiosa, innym nie podeszła w ogóle. Byli też tacy co wracali co roku... Jednak póki człek sam się nie przekona na swojej skórze, nie będzie wiedział pod którą opinią się podpisać. Ja osobiście składam podpis pod tą pierwszą. Pomimo tego, że wyspa przywitała mnie okropną pogodą - deszczem, wichurami i burzami, to już po dwóch dnia pokazała swoje piękne oblicze. Podróże przed sezonem lub po mają swoje ogromne plusy, o czym pisałam już nie raz. Tak było też w tym przypadku. Bez przepychu, spokojnie, w niektórych miasteczkach, aż za bardzo... Sardynia jakby w sennym nastroju, dopiero powolutku wychylała się spod kołderki, szykując się na jazdę bez trzymanki letnią porą. Czas płyną po sardyńsku, swoim rytmem, nie śpiesząc się nigdzie. Piękne miejsca, o niesamowicie zróżnicowanym terenie, zapierających dech widokach i krajobrazach. Z plażami, które od wielu lat znajdują się w czołówkach najpiękniejszych na świecie... Pyszne, aromatyczne jedzenie, soczyste pomarańcze, życzliwi i uśmiechnięci ludzie, wino za grosze, świeże ryby prosto z łajby, pomidory tak pachnące, że przyprawiają o zawrót głowy, warzywa wciąż pachnące polem... To wszystko znajdziecie na Sardynii! Czy warto? Jasne, że tak! 



1. CAR RENTAL

Pierwszym i najważniejszym punktem tej podróży było wynajęcie auta. Firm wiele, ceny też różne. Do wyboru, to koloru. Zdecydowaliśmy się na wypożyczalnie LOCAUTO. Rezerwacja VW POLO na tydzień czasu to wydatek ok. 130€ = 520zł. Drugie tyle kosztowało nas ubezpieczenie, bo niestety drogi na wyspie do bezpiecznych nie należą {o czym mogliśmy przekonać się na własnej skórze}. Dostaliśmy nowiutką maszynę, która dzień przed przyjechała prosto z fabryki. Na liczniku było tylko 32km! Ryszyliśmy w drogę do Portoscuso, o czym możecie poczytać w poście #1. Po powrocie podliczyliśmy paliwo na które wydaliśmy prawe 150€!... Wyszło na to, że auto kosztowało Nas najwięcej niż się spodziewaliśmy... Ale coś za coś :-)

2. ACCOMMODATION

Z noclegami poszło łatwiej niż przypuszczałam. Airbnb okazał się w tym przypadku dużo droższy niż booking.com. Polecam i Wam przed rezerwowaniem sprawdzić kilka różnych stron, bo różnice w cenach mogą być dość spore. Dzięki puszczeniu w eter na FB, że wybieram się na Sardynię, Piotr podlinkował mi blog Justyny. Pisała o uroczym B&B z przepysznymi śniadaniami i hipnotyzującym widokiem na morze... Wysłałam zapytanie, a w odpowiedzi dostałam namiary na Max'a. B&B Le Ginestre zamówiłam przez booking.com w cenie 150€ za 3 nocki, z przepysznymi śniadaniami. Domek prowadzony przez uroczą sardyńską rodzinkę, położony w cichej i ustronnej części Portoscuso. Życzliwi, pomocni i sympatyczni właściciele. Polecam z całego serca! Obym kiedyś tam wróciła...

Czwartego dnia ruszyliśmy w kierunku Costa Smeralda, gdzie w Palau zarezerwowałam kolejne miejsce. Najtańsza opcja z możliwych na booking.com! Palau Green Village Residence za 4 nocki bez wyżywienia kosztował 60€ za dwie osoby! I najpiękniejsze było w tym to, że w hoteliku byliśmy tylko my i rodzinka z Niemiec, która wybywała na całe dnie! Polecam, bez luksusów, ale wszystko pod ręką co trzeba! Bardzo miło mi się tam żyło ;)

3. TRANSPORT

Transport publiczny na Sardynii nie wchodził w grę. Na każdej jednej stronie, blogu delikatnie go odradzano. Że podobno rządzi się swoimi prawami i jeździ w typowo włoskim stylu. Ponieważ planem było objechanie wyspy wzdłuż i wszerz, auto było tutaj najlepszym rozwiązaniem. Ceny paliw na Sardynii są bardzo zróżnicowane i wyższe niż w innych krajach europejskich. Za 1 litr diesla trzeba zapłacić od 1.65€ i w górę! W niektórych miejscach ceny sięgały nawet 2 euro za litr!

Palau, o czym pisałam tutaj, jest najlepszą bazą wypadową na archipelag La Maddalena. Promy odpływają co godzinę z portu w centrum. Są dwie firmy obsługujące ten odcinek - Delcomar i Saremar. I TERAZ UWAGA!!! Sardyńczycy z angielskim w 90% są na pieńku, więc ciężko cokolwiek się dowiedzieć. Plus informacja w punktach sprzedaży biletów na ten temat jest znikoma, więc piszę o tym tutaj, aby uchronić Was przed wyrzucenie kasy w błoto.  Delcomar wypływa z Palau w godzinach od 7:20 - 15:45, później ma przerwę do godziny 20:30! I tak samo jest z La Maddalena do Palau. Promy kursują w godzinach 7:50 - 16:16, przerwa kilku godzina, po czym kolejny prom jest dopiero o 21.00! Jeśli kupiliście bilet na Delcomar {return kosztuje 19 euro} i chcecie wrócić wcześniej, w godzinach kiedy prom tej firmy nie kursuje, nie macie innego wyjścia jak: a) wziąć prom firmy drugiej i ponownie zapłacić za bilet, lub b) zostać dłużej na wyspie. Szkoda, że nikt o tym nie informuj przy kupnie biletów, tylko człowiek dowiaduję się przy samym wjeździe na pokład... Mam nadzieję, że wyjaśniłam to "po ludzku" :-).

4. FOOD

Bez dobrego jedzenia nie ma dobrych podróży. A włoska czy sardyńska kuchnia jest zajebiście dobra. Jest jak niekończąca się opowieść... Można kosztować, odkrywać i pisać, a końca tej powieści i tak nie widać. Sardynia słynie z wielu smakołyków, które spróbujecie tylko i wyłącznie tutaj. Choćby sardyński ser "casu marzu" z żywymi larwami muszki. Nie miałam okazji próbować, choć nie wiem czy byłabym na tyle silna aby go skosztować... Jak dla mnie prawdziwym zwycięzcą okazał się tutaj sardyński serek owczy - pecorino. Bardzo delikatny smak, lekko ostrawy, przypomina mi troszkę polski serek topiony, taki w pozłotku, sprzedawany za czasów komuny. Jest pyszny, sardyńskie śniadanie bez pecorino nie było by śniadaniem ;-). Ponieważ jestem wegetarianką, nie próbowałam żadnych dań mięsnych. Ale, ale... Pozwoliłam sobie na małe szaleństwo z rybami i owocami morza. Będąc w Portoscuso koniecznie zajrzyjcie do restauracji "L'Ancora". Tego nie da się opisać słowami! Trzeba samemu skosztować tych wszystkich smakołyków! W "Ciccittu" serwują pizze palce lizać. Polecam wegetariańską z bakłażanem, białą cebulą i grzybami! 
W Palau dużym plusem była mała kuchnia w naszym apartamencie, gdzie co wieczór przyrządzaliśmy obiady i kolacje z lokalnych warzyw, ryb i owoców morza. Wychodzi to dużo taniej niż codzienne stołowanie się w knajpach.




W Palau są dwa większe sklepy - Eurospin i Dettori, kupicie wszystko. Warzywa, owoce, pieczywo, czego tylko dusza zapragnie. Ceny przystępne, Eurospin jest tańszy od Dettori. W świeże ryby czy owoce morza, najlepiej zaopatrzyć się w sklepach rybnych, które codziennie mają świeże dostawy od rybaków, prosto z morza. W Palau, na ulicy Via Nazionale 109 znajduję się "Barracuda", który odwiedziliśmy kilka razy podczas naszego pobytu. Ryby których nazw nie sposób zapamiętać,  świeży tuńczyk, kałamarnice, krewetki, ośmiornice, małże - do koloru do wyboru. Ja zajadałam się sardynkami! Ahhhh, pyszne! Ceny od 7 euro za kilo świeżych sardynek, w górę. Do tego pachnące warzywa, chrupiąca bagieta i obiadek gotowy!



Nigdy nie przepadałam za espresso, na samą myśl od razu dostawałam delirki. Ale nie na Sardynii! Małą czarną potrafiłam kosztować w zwolnionym tempie dwa razy dziennie, koniecznie z zimnym mlekiem i sardyńskim ciasteczkiem. Spróbujcie "aranzade" - pomarańczowa skórka w miodku z migdałową posypką! Niebo w gębie! Mniam, mniam!


Cenowo Sardynia nie różni się niczym szczególnym od Włoch. Za główne danie w knajpie trzeba przeznaczyć 8-10-15-20 euro, pizze czy sałatki chodzą taniej. Espresso kosztuje zazwyczaj 1 euro, czyli taniej niż PL. Nie dość, że cena niższa to jeszcze dużo lepsze w smaku! Sardynia to także raj dla wielbicieli win, trunków i piw. Nie ma problemu z kupnem lokalnych alkoholi w sklepach stacjonarnych, a w wina można zaopatrzyć się prosto od producenta.

O Sardynii można pisać długo. Wiecie co???? Kupcie lepiej bilet i lećcie odkrywać tą piękną, smakowitą krainę tysiąca smaków i wrażeń! I jak już dolecicie to koniecznie spróbujcie bottargii {lekko solonej, peklowanej ikry tuńczyka lub cefala} i ink pasta {barwiony tuszem kałamarnic makaron}. Awesome!


* * *

Żegnam się z Sardynią.
Ze smutkiem w sercu, i łezką w oku... Coś czuję, że nie na długo. Bo bilety w dalszym ciągu kuszą niskimi cenami, więc może jeszcze w tym roku skuszę się ponownie na Alghero. Bo niestety na zachodnią część nie starczyło mi już czasu...

Mam ogromną nadzieję, że to krótkie podsumowanie komuś kiedyś się przyda. Jeśli ktoś z waszych znajomych wybiera się na Sardynię, podlinkujcie mu moje publikacje. Może właśnie on/ona szuka cennych informacji co warto, a czego nie na wyspie. Będę wdzięczna!

Pytania, sugestie, pomysły - piszcie w komentarzach!
Chętnie pomogę ;-)



A już teraz............ HAPPY WEEKEND!

Stay tuned...
Żaneta


2 komentarze:

  1. Nas tez auto kosztowalo najwiecej ale jak dobrze bylo byc w samochodzie kiedy w ostatnie dni rowniez padal deszcz! Czuje maly niesmak gdyz nie udalo nam sie zwiedzic tyle ile planowalismy na pewno kiedys wrocimy :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....