poniedziałek, 16 lutego 2015

{ Białą Dacią przez Maroko vol. I } Wyprowadzenie...


Wypad do Maroko to był spontan. 
Pojawiły się tanie bilety, do lutego miałam wykorzystać ostatni urodzinowy voucher z Ryanair, marzyłam skrycie o słonecznej pogodzie, a przy okazji zeszłorocznego ślubu bliskiej mi osoby poznałam zwariowaną kobitkę, z którą już od jakiegoś czasu planowałyśmy wspólne przetestowanie się w podróży, ot tak na podróżniczą i nie tylko przyszłość. Zaznaczam, że wtedy widziałyśmy się pierwszy raz i spędziłyśmy razem jakieś (zaokrąglając) 24h.... Nie ma co ukrywać - swój wyczuje swojego :) Test zdany bardzo pozytywnie, możemy razem ruszać na koniec świata i jeszcze dalej. Kochana dziękuję ci za super podróż!!! 



Szczecin - Londyn - Rabat. Powrót z Fes. 
Przelot przez Londyn, wpasował się idealnie... I pomimo tego, że 5h spędziłam na lotnisku Stansted czekając na lot do Rabatu, a później nockę w drodze powrotnej do Polski, to i tak po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że kocham Londyn miłością wielką i zapragnęłam pospacerować ulicami tego miasta... Tak więc  pewnie wkrótce tam zawitam. Takie lotniskowe przemyślenia przemęczonej podróżniczki. 
Zanim zacznę serię postów z mojej styczniowej wizyty w Maroko, chciałabym Was wprowadzić delikatnie w temat.

Przejechałyśmy z M. znacznie więcej niż pokazuje google maps. W sumie wyszło jakiej 2600km. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego google wyliczył o 300 mniej. Nie ważne. Jeśli wybieracie się w objazdówkę autem po Maroko musicie wiedzieć, że nawigacja ma się ni jak do realiów. Odległości między miastami, pomimo tego że są niewielkie, godzinowo zabierają dużo czasu - ograniczenia prędkości, stan dróg. Z tego też powodu, nie radziłambym deptać w dechę, aby przyspieszyć podróż z punktu A do punktu B. A powodem tego jest marokańska policja, która jest dosłownie wszędzie. Pochowana po krzakach z radarami, koczująca na takich biednych turystów jak my. Wiem co piszę, bo dwie oryginalne pamiątki z Maroko przywiozłyśmy - 300 dirhamów na głowę za przekroczenie prędkości... "Gdzie tam na takim zadupiu będzie policja, no co ty, depnij Dacii.............Shit!!!! Zwalniaj..... Good morning, driving license please.... Where are you from? Pologne... Ooooo, from Pologne (zadowolenie panów policjantów) its 300 dirham! Cholera jak, skąd oni się tutaj wzięli. Przecież tutaj nic nie ma!!!.........."

No właśnie.... Nic nie ma. Ale zawsze może być policja... Jedziemy sobie przepisowo, 80 na godzinkę, muzyczka łupie, słonko nas ogrzewa przez szybkę, wiatr czochra włosy... Pustka totalna, żadnej żywej duszy. Tylko drzewka od czasu do czasu, trawa, górki, jakieś osioły i owce. Decyzja podjęta. Noga na gaz i lecimy już prawie setkę. I tutaj nagle, wyskakuje Pan w "berecie" i macha lizaczkiem. I.... Resztę znacie. Ok, tutaj było ewidentne przekroczenie prędkości. Ale za drugim razem to już nas wrobiono. Jechałyśmy 60, a ich kamera pokazywała 73... No nic z policją się nawet w Maroko nie wygra. Grzecznie zapłaciłyśmy i ruszyłyśmy w dalszą drogę. Pamiętajcie o tym, bo za 600 dirhamów wiele już w tym kraju można zdziałać.






Skoro jesteśmy przy temacie czterech kółek to rozłożymy na części pierwsze wynajmem auta. Na 99% przy wyborze najtańszej opcji podstawią Wam Dacię. Nasza była dość sfatygowana, jakby przed chwilą wróciła z trasy. Radzę brać auto ze znanych wypożyczalni, aby uniknąć jakichkolwiek problemów przy odbiorze. Obejrzyjcie auto bardzo dobrze z każdej strony, obfotografujcie i spiszcie uszkodzenia przy agencie (gdyby nie foty, które zrobiłam przy odbiorze auta pewnie pociągnęliby nam cześć depozytu za uszkodzoną przez kogoś szybę). Przygotujcie się też na zamrożenie na karcie depozytu - różnie to bywa, nam o dziwo zamrozili aż 1000 euro. Po za tym wszystko poszło dość sprawnie, Dacia zdała egzamin nawet w Tizi n'Tichka. Paliwo jest tanie, więc nic tylko jeździć. 

Kwestia noclegów została rozwiana na miejscu. Przed wylotem, po kilku rozmowach z M. zdecydowałyśmy, że od czasu do czasu prześpimy się w aucie. Pomysł nie wszedł w życie. Z kilku ważnych powodów, o których poczytacie w kolejnych postach. Napięcie musi być, więc o tym i nie tylko o tym poczytacie w kolejnych postach. Podróżujące samotnie kobiety w takim kraju jak Maroko nie mają łatwego życia... Na porządku dziennym są zaczepki, głupie teksty w nieznanym języku, uśmiechy i chichy, dziwnie brzmiące "syki", spojrzenia które czuło się dosłownie wszędzie gdzie nie poszłyśmy. Jest to na prawdę słabe, męczące, irytujące i cholernie wkurzające. I nie ważne czy to 10-letni chłopczyk, dojrzewający nastolatek czy dziadek koło 50-siątki, większość z nich zachowuję się tam samo. Totalna ignorancja tutaj jak najbardziej wskazana, warto ją przećwiczyć przed wylotem do Maroko.

Transportu publicznego prawie w ogóle nie liznełyśmy. Jedynie tram w Rabacie i taxi z lotniska do Sale. Po licznych rozmowach z przypadkowo spotkanymi osobami w hostelach, wiem że sektor ten działa sprawnie i bez problemu można poruszać się po całym kraju czy to autobusem czy pociągiem. Cenowo takie przejazdy wyglądają zachęcająco, niestety godzinowo mnie już przerażają.. 

Chyba największą niedogodnością okazała się nieznajomość języka angielskiego przez większość Marokańczyków lub nasze zero jeśli chodzi o język francuski. W większości przypadków wychodziłyśmy jakoś na prostą, w niektórych sytuacjach po prostu rezygnowałyśmy. Podsumowujące nie było tak źle ;)


***

Każdy kraj na swój sposób jest dziki. 
Czy to Maroko, Tajlandia, czy europejskie i cywilizowane Niemcy. Coś czego nie doświadczamy na co dzień w naszym rodzimym kraju jest dla nas inne, nieznane, ciężkie do zaakceptowania, niewyobrażalne. Takich momentów w trakcie tej 8-dniowej przeprawy przez Maroko było wiele. Dziwiłam się nie raz, dlaczego nie można tego zrobić tak albo tak. Więcej uwagi, pracy a z niczego można zrobić coś pięknego i niesamowitego. Ludzi, którzy chcą zmian można zmienić. Nauczyć, pokazać, uświadomić. Przejeżdżając przez marokańskie miejscowości miałam wrażenie, że ktoś chciał jakich zmian. Niestety czegoś lub kogoś nie udało się przeskoczyć... Nie będę tutaj gdybać czyja to winna, ludzi czy nie ludzi. Niektórych rzeczy po prostu nie da się zmienić. Coś co dla nas jest nie normalne, na drugim końcu świata będzie normalne. W jednym kraju świnkę morską trzyma się w akwarium i traktuje jak członka rodziny, w drugim smaży się ją na obiad nabitą na kij nad ogniem... I to jest właśnie piękne w podróżowaniu - możliwość poznania i doświadczenia dzielących nas różnic, tych małych, dużych i ogromnych. Tymczasem Maroko mnie zachwyciło i za razem zniechęciło, ale o tym już niebawem....







With travel love,
Żaneta


7 komentarzy:

  1. Może policja chciała Was bliżej poznać, stąd te zatrzymania?:) Tak czy siak super, że dałyście radę. To jednak zupełnie inna rzeczywistość, więc podziwiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kto wie, skoro zatrzymano nas aż dwa razy - to kto wie, jakie mieli zamiary. Na szczęście okazali się dość mili i na swój sposób cywilizowani. Dzięki Kochana, my też siebie podziwiamy, że dałyśmy radę! Momentami było zwątpienie, ale przeżyłyśmy. Pozdrawiam!

      Usuń
  2. pięknie napisane Żaneto .. już czekam na Twoje zawsze piękne ujęcia .. .przykre to z tym brakiem szacunku dla kobiet .. pewnie by mnie to nieznośnie irytowało i jeszcze komuś bym nieopatrzenie dał w m...ę .. bo jestem zazwyczaj pokojowy ale mam trzy córki i chciałbym żeby kobiety były zawsze szanowane ... być może dlatego nie ciagnie mnie w tamte rejony .. może kiedyś .. ale Twoje zdjęcia obejrzę z przyjemnością ... jak fajnie, że tak wiele zobaczyłyście i wróciłyście całe i zdrowe ... wiesz myślę, że spanko w samochodzie to raczej nie jest dobry pomysł,w większości rejonów świata ... myślę, że już bezpieczniej jest pod namiotem gdzieś w przyrodzie daleko od drogi .. to często nie przyroda jest niebezpieczna ale ludzie szczególnie tam gdzie mogą podjechać .. na ścieżkę przez przyrodę niewielów typów spod ciemnej gwiazdy się wybiera .. za dużo wysiłku dla takowych :^))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Piotrze... Mądrze napisane, i jakże prawdziwe. Jest to bardzo przykre, że tuż za rogiem tak traktuje się kobiety. Serio czasami czułam się jak worek mięsa, na który zaraz rzuci się stado wygłodniałych psów. Okropne uczucie. Pamiętam że tak samo czułam się w Egipcie kilka lat temu i chyba po raz kolejny utwierdziłam się w przekonaniu, że to nie moje klimaty. Nie lubię być pod ciągłym ostrzałem, a tam niestety byłam. Spanie w aucie też odpadło z wiadomych powodów. Tak więc na dość długi czas będę omijać te rejony szerokim łukiem. Pozdrawiam Piotrze! :)

      Usuń
    2. bardzo dziękuję Żaneto .. przykro mi, że tak się czułaś .. mam tylko nadzieję, że przyroda choć troszkę wynagrodziła to .... jest tak wiele innych miejsc na świecie gdzie jest pięknie i egzotycznie też a jednak kobiety są szanowane i nie muszą znosić takich zachowań troglodytów ... myślę, że będzie dużo lepiej w wielu miejscach w Azji i w Australii, w Amerykach też a i przypuszczam w innych rejonach Afryki ... ale to prawda, że często nie zdajemy sobie sprawy jak wiele rzeczy tam gdzie miszkamy bierzemy za oczywistość a gdzie indziej tak nie jest i tak daleko jeszcze do równych praw .... ściskam bardzo ciepło xoxo :^)

      Usuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....