niedziela, 29 marca 2015

{ Białą Dacią przez Maroko vol. V } Przełęczą Tizi n'Tichka do Marrakeszu


Na ten dzień czekałam najbardziej.
Przełęcz Tizi n'Tichka przez Atlas Wysoki.

Nie wiem czy kiedyś wspominałam na blogu o tym jak uwielbiam jeździć. Jeśli nie, to teraz już wiecie. Auto to mój drugi dom. Czuję się taka szczęśliwa siedząc za kierownicą samochodu przemierzając kolejne kilometry. To jest to co lubię w podróżowaniu, możliwość najeżdżenia się. Dzielenie auta jak najbardziej wskazane, tak było w Maroko gdzie wspólnie z M. odkrywałyśmy zakątki tego pięknego kraju. Choć czuję często niedosyt i mogłabym siedzieć za kółkiem 24h, to grzecznie oddaję kierownicę towarzyszce podróży. Ten dzień zarezerwowałam dla siebie. Nie było opcji, że ktoś inny przejedzie przełęcz. 

Z Quarzazate do Marakeszu prowadzi jedna droga przez góry Atlasu Wysokiego. Przełęcz Tizi n'Tichka położona jest na wysokości 2260 m n.p.m.. Zimową porą często jest nie przejezdna, więc warto sprawdzić te informacje w necie, aby nie jechać na darmo. 200km drogi wije się serpentynami przez przepiękne tereny. Płaskie tereny z każdym kilometrem wzbijają się w górę... Zieleń i żyzne gleb ustępują miejsca wysuszonej czerwonej ziemi. Szczyty gór wciąż przysłania śnieg, który połyskuje w świetle słońca. Drogi przecinają małe osady Berberów, mijamy roześmiane dzieci, zbierające chrust kobiety, mężczyzn siedzących na poboczach dróg. Im wyżej się wzbijałyśmy tym puściej na drodze... Śniegu przybywało, serpentyn też. Co rusz ciężarówki na drodze, rozpędzone gnały wijącymi się drogi. Widoki przepiękne, same fotografie nie oddają uroków tego miejsca. Jest to według mnie obowiązkowe miejsce przy wizycie w Maroko. Ta przełęcz i Tizi n'Test, którą zostawiłam sobie na kolejny raz. Podziwiałam zapał mijanych rowerzystów - wielki szacun! Podziwiam! Gdybym miała prawko na motor (mam w planie je zrobić w tym roku) pewnie przejechałabym tą trasę na motorze! 

Ominęłam Quarzazate...
Nie miejcie mi za złe, bo dla tych zdjęć nie ma sensu rozdrabniać się na drobne... Zobaczcie sami... <3 <3 























Przepełniona pięknem natury i cudownymi widokami nie miałam ochoty uderzać na Marrakesz... Zostałabym w tych górach na dużej, niestety zegar tykał. Wylot zbliżał się coraz dłużej, a przed Nami jeszcze tyle do zobaczenia.

W Marrakeszu zawitałyśmy dość wcześnie... Już na dzień dobry miałam dość, znowu przyszła "mała panika" i miałam ochotę uciekać gdzie pieprz rośnie. Tłumy ludzi, obijają się o ciebie, hałas i harmider, skutery, rowery, prawie każdy coś od ciebie chce.... Aaaaaa!!! Już wiedziałam, że zwiedzanie Marrakeszu nie będzie najprzyjemniejsze. Trafiłyśmy do hostelu, zameldowałyśmy się. Pokój dzieliłyśmy z dwoma chłopakami - Tylerem z Kanady i Danem z Australii, który obecnie mieszka w Londynie. Wspólnie wybraliśmy się na plac Jemaa el-Fnaa coś przekąsić... Klimat niesamowity, ale po raz kolejny czułam się bardzo nieswojo i chciałam się znaleźć jak najszybciej w hostelu. Na szczęście, wszyscy zgodnie przystali na moją ofertę i wróciliśmy do hostelu. Zaopatrzyliśmy się w napoje wyskokowe i resztę wieczoru spędziliśmy na tarasie paląc szysze i rozmawiając na wszystkie możliwe tematy.... Grubo po północy pożegnaliśmy się z Danem, który na drugi dzień wylatywał do Londynu. A przeuroczy Tyler dołączył do Nas i z rana po śniadaniu wspólnie wyruszyliśmy na północ w kierunku Błękitnego Miasta...

Ale o tym już niebawem!

With travel love,
Żaneta

4 komentarze:

  1. Bardzo fajna, ciekawa i widowiskowa relacja. Byłam 2 razy w Maroku, ostatnio 2 tygodnie temu. Muszę się zebrać i coś napisać też w wolnej chwili. Ciekawa jestem dalszych wpisów:) I coś widzę że do Chefchaouen zawitałyście (?). Chętnie przeczytam jak wrażenia:)

    Pozdrawiam
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa to zapraszam na blog. I tak mało czasu miałyśmy i zrezygnowałyśmy z kilku rzeczy bo byśmy się nie wyrobiły. Ale przynajmniej jest po co wracać do Maroko :D Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  2. potwierdzam, robi wrażenie :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....