czwartek, 2 kwietnia 2015

{ Białą Dacią przez Maroko vol. VI } 50 shades of blue - Chefchaouen


Zdjęcia z Chefchaouen zobaczyłam po raz pierwszy na blogu Uli.
Wiedziałam, że przy okazji mojej wizyty w Maroko jest to miejsce KTÓRE muszę zobaczyć, nie ważne co - niech się wali, niech się pali, muszę tam być. W Essaouirze spotkałyśmy dwie sympatyczne Polki z dzieciakami, który zwiedzanie Błękitnego Miasto nie wypaliło ze względu na niepogodę. Nie zrażone widmem deszczu i przenikliwego zimna zostawiłyśmy Chefchaouen na koniec naszego tripa. Była to wisienka na torcie tej podróży....

Z Marrakeszu wspólnie z Tylerem wyruszyliśmy po śniadaniu. Przed Nami spory odcinek drogi do przejechania. Około 400km (wliczając pogubienie na trasie) czyli  w marokańskich warunkach zajęło nam to jakieś 7-8 godzin... Do miasta zajechaliśmy wieczorem, głodni i zmęczeni, choć w dalszym ciągu gotowi na exploring. Udało Nam się zgarnąć ostatnie trzy wyrka w super hostelu. Szybki unpack, zbiórka i na miasto coś wszamać...

Kolacja trafiła nam się wyśmienita! Niebo w gębie! Będąc w Maroko koniecznie skosztujcie awokadowe smoothie z sokiem ze świeżych pomarańczy! Wymiata! Na deser wieczorny spacer uliczkami niebieskiej medyny. Niesamowite miejsce... Chefchaouen przyciąga masę turystów, więc jeśli cenicie sobie  spokojne spacery bez przepychania to warto wybrać się przed lub po sezonie. Niebieskość w każdym odcieniu jest tutaj wszechobecna. Powala każda jedna uliczka, która wyłania się zza każdego roku. Nawet obdrapana ściana w błękitnym kolorze ma tutaj niesamowity urok. Rozwieszone pranie targane wiatrem na tle jasnoniebieskich ścian staję się nadzwyczaj pięknym elementem zdjęcia. Leniwe koty, snują się błękitnymi uliczkami tak jak lokalni mieszkańcy. Sklepikarze dostali od nas dużego plus za brak natarczywości i za sympatyczne podejście do turystów w ogóle, czego brakuje ulicznym sprzedawcom z Rabatu, Casablanki czy Marrakeszu. Miasto leży na wysokości 600 m n.p.m. w pięknych górach Rifu. Droga do miasteczka jest kręta i nadzwyczaj malownicza. Błękit nieba genialnie komponował się z błękitem ścian, posadzek, drzwi, okien, mebli... Naprawdę można poczuć się tutaj jak Smerf :)

Chefchaouen to raj dla fotografów, amatorów i profesjonalistów. Chyba nie da się tutaj zrobić złego zdjęcia... Uliczki medyny są pokręcone, łatwo się w nich zatracić ale ciężko się w nich pogubić, bo zawsze prowadzą do głównego placu. Koniecznie się zgubcie, podążajcie za "marokańską, lokalną falą". I kosztujcie błękitną magię tego miejsca.









Każda uliczka prowadzi do głównego placu Plaza Uta el-Hammam gdzie znajdziecie klimatyczne restauracje, kawiarenki, sklepiki z rękodziełem i z bublami "Made in China". Głodni? No to koniecznie zajrzyjcie do restauracji Morisco - pysznie, miło i nie drogo! Zajmijcie miejsce na tarasie, zamówcie smoothie i obserwujcie z góry upływający Marokańczykom czas. A jeśli będziecie mieli ochotę z chillout'ować się już tak konkretnie, no to lokalny kif będzie jak znalazł. Nie musicie szukać, samo was znajdzie. Wtajemniczeni wiedzą o co chodzi... :D






Jak widać w Błękitnym Mieście nie da się za długo wysiedzieć. Nogi aż się proszą o spacery. Nie ma co się dziwić, takie miejsca to prawdziwe perełki warte każdej wydreptanej ścieżki. Jeśli lubicie nietypowe pamiątki to wiaderko z błękitną farbą prosto z Chefchaouen to idealny prezent. Sprzedają je w wielu miejscach, obok magnesów, pocztówek i marokańskich dywanów.




















Był to ostatni dzień naszej podróży. 
Wieczorem miałyśmy wylot z Fez do Londynu, gdzie czekała nas "szalona nocka" na lotnisku i poranny wylot do Szczecina dla mnie, a dla M. do Wrocławia. Pożegnaliśmy to cudowne niebieskie miasto, ruszyliśmy w drogę powrotną przez malownicze góry Rifu. Odstawiłyśmy w Fez i pożegnałyśmy sympatycznego Ty, który przez najbliższe kilka dni kontynuował swoja marokańską podróż a z początkiem lutego wracał do śnieżnej Kanady. 

Maroko, wrócę kiedyś do Ciebie... Obiecuję!







Nasza ekipa ostatniego dnia! 

Magdaleno, Słońce Ty moje, oby więcej takich wspólnych podróży! 
Z kim jak z kim, ale z Tobą to i na koniec świat mogę jechać :*:* 

Ty, it was awesome to meet you & travel together last days in Morocco! You are such a cool guy. 
Hope to see you in Canada one day :) 
Did your Mom liked the carpet??? :D




A po Świętach spodziewajcie się podsumowania! 
Happy Easter Folks :*

With travel love,
Żaneta

8 komentarzy:

  1. bajeczne zdjęcia Żeneto i ślicznie wyglądacie!

    OdpowiedzUsuń
  2. Błękitne miasteczko jest przeurocze :) Piękne zdjęcia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo Pastelowa Kropko! To jedno z najpiękniejszych miejsc jakie widziałam w Maroko.
      Koniecznie trzeba je odwiedzić! Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Żanetko - kobieto zagadko :) Zaskoczyłaś mnie nieco tym stwierdzeniem: "Maroko, wrócę kiedyś do Ciebie... Obiecuję!, bo myślałam, że po tych nieprzyjemnych odczuciach i przerażającej przygodzie wystarczy Ci już marokańskiej ziemi. Ale to tylko pokazuje, jak bardzo ten kraj przypadł Ci do gustu. Zastanawiam się, czy czymś jeszcze mnie zaskoczysz? Dowiem się niebawem w obiecanym podsumowaniu.

    A tak na marginesie, zachwycają mnie Twoje najbliższe plany podróżnicze. Kreta jest boska :) A czy tajemnicza Brenna przewidziana na maj to może niemieckie Bremen? Główkuję, główkuję i nie mogę wymyślić nic innego. Tak czy owak - wiem, że będzie interesująco :)

    Pozdrowienia ze słonecznej [zapewne tymczasowo] Irlandii :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taita, po tych nieprzyjemnych doświadczeniach na prawdę nie miałam ochoty tam wracać, a jednak kiedy wróciłam do domu i zaczęłam przeglądać zdjęcia stwierdziłam: "heee, why not??". Ale tym razem postaram się pozostać z dala od zgiełku miast, wybiorę trekking Atlasem Wysokiem, pustynie, wszystko to co jest z dala od ludzi. Natura góra.

      Brenna to w Polsce, jakieś 40km od Bielska. Będzie super! Tyle mam rzeczy do nadrobienia, a tak mało czasu :)
      Pozdrawiam cieplutko!

      Usuń
  4. No super!:)
    Piekne zdjecia i swietnie podsumowane Chauen.
    O tak, wylegiwanie sie na tarasie na placu to obowiazkowy punkt zwiedzania. Ciekawe czy udalo mi sie obfotografowac ktores z tych sympatycznych drzwi ktore masz na zdjeciach:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo! Wylegiwanie po tygodniu ostrego zwiedzania to wręcz wskazany obowiązek na zregenerowanie duszy i sił. Pozdrawiam ciepło!

      Usuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....