piątek, 19 czerwca 2015

[ Klub Polki na Obczyźnie ] Moje duńskie "TOP 5 UKOCHANYCH MIEJSC"


Dzisiejszy wpis poczyniłam dla Klubu Polki na Obczyźnie, który wspólnie z koleżanką Magdą założyłyśmy ponad 2 lata temu, i do którego obecnie należy ponad 240 Klubowiczek i honorowego Klubowicza Piotra. Cudownych, kreatywnych, niesamowitych i przemiłych Polek rozsianych po całym świecie. Jeśli macie ochotę poczytać o Klubie, poznać nasze Klubowiczki, ich historie i blogi to koniecznie odwiedźcie oficjalną stronę Klubu. Serdecznie zapraszam wszystkim! 

Majowo-czerwcowy projekt poświęcony jest najpiękniejszym miejscom w krajach w których mieszkamy. Oczywiście jest to lista subiektywna Polek. Są to miejsca szczególnie bliskie naszym Klubowiczom i Piotrowi, które również zasługują na uwagę a często są pomijane w przewodnikach. Po raz pierwszy w karierze Klubu postanowiłyśmy projektami wspomóc fundacje non-profit. Projekt "TOP 5 UKOCHANYCH MIEJSC" dedykujemy Stowarzyszeniu "Piękne Anioły"!

Pozostałe projekty Klubowiczek i Piotra znajdziecie tutaj.

Jak już wiecie w tamtym roku zjechałam po 7 latach z Danii, zrobiłam sobie dłuższą przerwę w PL i od 7 czerwca tego roku wróciłam do mojego cudownego Bristolu. Z nadzieją, że już na stałe. Ale gdzie skończy się moja historia tego nikt nie wie... Ponieważ, chcąc czy nie chcąc, mam mały sentyment do kraju Wikingów postanowiłam pokazać Wam moją ulubioną duńską piątkę. Zapraszam!



"TOP 5 UKOCHANYCH MIEJSC W DANII"


Kiedy myślę o Danii widzę długie, piękne, piaszczyste plaże; zielone i czyściutkie lasy; pola po horyzont obsiane żytem; ścieżki rowerowe wszerz i wzdłuż kraju przez łąki pełne kwiatów na których pasą się krowy; przeurocze, kolorowe uliczki Kopenhagi; malownicze i spokojne wsie; rowery na każdym "kroku"; drewniane domki Dragør; woda gdziekolwiek człowiek nie pojedzie... Mogłabym tak wymieniać i wymieniać. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury, a Dania według mnie jest idealnym miejscem dla naturmaniaków. Czytajcie moi mili! 


I. Plaże

Według Danmarksportalen.dk 70% kraju przypada na Półwysep Jutlandzki, na którym mieszkałam. Natomiast reszta kraju położona jest na 405 wyspach, z czego 79 jest zamieszkałych. 7314 kilometrów. Aż tyle ma linia brzegowa Królestwa Duńskiego. Nieźle co? Tak więc gdzie człowiek nie pojedzie tam woda. A najlepsze w tym wszystkim jest to, że obojętnie w jakim miejscu byś nie był/była do morza zawsze będzie ok. 50 km. Plaże ciągną się kilometrami. Są czyściutkie, piękne i szerokie. Są plaże dla standardowych plażowiczów i dla golasków. Lato bez kilkunastu wypadów nad morze byłoby latem straconym w Danii. Jedne z moich ulubionych plaż znajdziecie w miejscowości Skagen. To tutaj wody cieśniny Skagerrak i Kattegat oddzielają od siebie wody Morza Bałtyckiego i Północnego. Co ciekawe,  nacierające na siebie masy wodne nie mieszają się ze sobą tylko "obijają się" jedna o drugą a jest to spowodowane różną gęstością wody obu dwóch cieśnin.
Hvide Sande to kolejna malutka rybacka wioska z niekończącymi się, pięknymi plażami położona między Fiordem Ringkøbing a Morzem Północnym. Pełno tutaj ścieżek rowerowych i pieszych które zabiorą Was z punktu A do punktu B. W Sønderving aż po Thorsminde nad Fiordem Nissum kierując się na północ, plaże upstrzone są w bunkry z II Wojny Światowej. Wyspa Rømø to kolejne miejsce warte uwagi. Plaże tutaj są tak szerokie, ze plażowicze przyjeżdżają pod samą wodę autami czy camperami. Rozstawiają namioty, robią imprezki, uczą się kitesurfingu i relaksują się przy kilku puszkach øl, słońcu i szumie wody. Od siebie mogę polecić jeszcze takie wyspy jak Langeland, Ærø, Samsø, Bornholm, Fanø. Tak jak widzicie, plaż w Danii pod dostatkiem. Na tak mały kraj jakim jest Dania przypadła im niezła linia brzegowa z cudownymi plażami których może pozazdrościć im nie jeden kraj. A pod tym linkiem znajdziecie spis najlepszych plaż w Danii według visitdenmark.com tylko po angielsku - Best beaches in Denmark

Niekończąca się plaża w miejscowości Hvide Sande


Powojenne bunkry na plaży niedaleko Thorsminde

Plaża na wyspie Rømø


II. Lasy

Stali bywalcy czy to tu na blogu czy na fanpage'u wiedzą, że miłością ogromną darzę lasy. Czuję się w nich bezpieczna, spokojna, zrelaksowana. Uwielbiam słuchać leśnych odgłosów, szumu liści, śpiewu ptaków, pękających pod stopami spróchniałych gałęzi. Kocham zapach lasu, ściętych drzew, mchu. Leśne owoce jem garściami, leśna muzyka mnie uspokaja, a leśne zwierzątka ubóstwiam (no może oprócz pająków...). Lasy zajmują trochę ponad 14% powierzchni kraju. W czasach Wikingów wycięto prawie wszystkie drzewa, ale od dawna prężnie leśne tereny powstają od nowa. Na chwilę obecną jest to prawie 609.00 ha lasów liściastych, iglastych czy mieszanych. Musicie pamiętać o tym, że wiele lasów w Danii jest prywatnych i trzeba uszanować zasady właściciela terenu zielonego jeśli wejście nie jest całkowicie zabronione. Podobno 70% wszystkich lasów jest w Danii prywatnych więc miejcie się na baczności i wypatrujcie znaków. Tylko popatrzcie na te zdjęcia, czyż nie są piękne???









III. PRZYRODA


Bez przyrody dookoła mnie nie mogłabym normalnie egzystować. Kilka dni temu przeprowadziłam się do Bristolu, pięknego miasta w Anglii. Zieleni i parków tutaj pod dostatkiem, uff jak dobrze! Blisko na Walię i Kornwalię. Obcowanie z naturą jest mi tak potrzebne jak oddychanie. A w Danii przyrody jest pod dostatkiem, szczególnie latem! Gdziekolwiek człowiek się nie ruszy otaczają go pola, łąki pełne rumianków czy łubinów na których pasą się krowy, wrzosowiska po horyzont, rzeki, jeziora, lasy, plaże o których pisałam wyżej, wyspy, fjordy, klify Møns. Dania = przyroda. Sami Duńczycy śmieją się, że Dania to taka duża wieś... I chyba coś w tym jest... 







IV. Kopenhaga

Żeby nie było, że tylko wsiowe klimaty zapodaję... Ale wierzcie mi zasługują one na swoje 5 minut! Czas na trochę miastowego zgiełku! Kopenhaga bezkonkurencyjnie trafia do mojej ulubionej piątki z wielu względów. Za klimat, za kolory, za pozytywne społeczeństwo i uśmiechy na twarzach. Za rowery, parkingi i ścieżki rowerowe, za cudowny Nyhavn, i za położenie. Za hipsterskie knajpy i kawiarnie w kontenerach, za architekturę, muzea i galerie. Za dzielnice Amager, za przystojnych Duńczyków, za zieleń i parki i oczywiście za czaderską Christianie. Za zimną kawę przy kanale w upalne, niedzielne popołudnia czy lody czekoladowe Andersen's... Mogłabym tak wymieniać bez końca. Po więcej zdjęć z Kopenhagi zapraszam was do tego wpisu [ klik ].
  






V. Dragør

Ta przeurocza, malutka miejsowość położona jest jakieś 15 kilometrów od centrum Kopenhagi nad wodami cieśniny Sund skąd rozpościera się piękny widok na most łączący Danię ze Szwecją. Miasteczko to jest dla mnie kwintesencją "duńskości". Jak to w większości Danii bywa, sielsko i wsiowo. Spokojnie, cicho, kolorowo, wesoło. Zapach kwiatów miesza się z zapachem szumiącej wody i "kanelkage" z pobliskiej piekarni. Rowery na każdym kroku.. W sumie nikogo to nie powinno dziwić, przecież jesteśmy w Danii. Miasteczko bezapelacyjne trafiło do tej piątki! Będą na Zelandii pamiętajcie, że nie tylko Kopenhaga jest jej wizytówką! A więcej zdjęć z tej przeuroczej mieścinki znajdziecie tutaj [ klik ].







* * *


Tak jak wyżej pisałam projekt ten wspólnie z Klubowiczkami dedykujemy Stowarzyszeniu "Piękne Anioły". Jeśli spodobał Ci się mój wpis, będę ogromnie wdzięczna  jeśli wesprzesz dowolną kwotą Anioły. Więcej info o szczytnym celu na który zbieramy znajdziecie tutaj [ KLIK ]




With travel love,
Żaneta



piątek, 12 czerwca 2015

[ KRETA part VI ] Let's go to the beach...



Kreta słynie z pięknych plaż. Prawie każdy o tym wie.
Balos, Elafonissi, Falassarna, Preveli, Matala, Plakias... I można tak wymieniać przez końca. 
Plaże kamieniste, ze złotym piaskiem czy różowym. Plaże z tysiącami maciupeńkich muszelek czy plażę z ogromnych skał. Plaże ukryte w spadających do morza wzgórzach, do których dostać się można tylko stateczkami. Plaże dzikich, typowo turystycznych gdzie w sezonie tłoki są przeogromne. Plaże dla "golasków" i takie dla 99% w bokserkach i bikini. 

Region Chania ma kilka takich plaż, które TRZEBA wręcz zobaczyć i powygrzewać się na słońcu. Kilka wpisów wstecz mogliście zobaczyć przeurocze miasteczka Paleochora i Sougia. Takich miejsc na Krecie się mnóstwo, jedno piękniejsze od drugiego. Aby dotrzeć na  Elafonissi czy Falasarne nie potrzebujecie nic poza autem, no chyba że zamierzacie podróżować transportem publicznym. Jedynie plażę Balos przeskoczyliśmy na inny raz. Ale nigdy nie mówię nigdy, będzie po co wracać na Kretę... Podobno najpiękniejsza plaża Krety! Wiosną czy na z początkiem jesieni jest idealnym miejscem na całodniowy wypad, latem musicie spodziewać się dzikich tłumów i niezłej patelni... Na Balos dostaniecie się autem 4x4 lub promem z Kissamos. Niektórzy ryzykują i pokonują trasę szutrową ok. 10km małymi autami, ja nawet nie próbowałam. Auto za małe, obciążenie spore, a po trasie podobno strome podjazdy... Lubię podróżować z głową na karku :)



ELAFONISSI BEACH


Elafonissi to malutka wysepka położona na południowo-zachodnim brzegu Krety. Jakieś 80km od Chanii drogą ekspresową E65, po kilkunastu km wskakujemy na lokalne, urokliwe trasy przez pola, doliny, gaje pomarańczowe i oliwne lasy. Przez malutkie i ciche wioseczki, mijając owieczki i kozy docieramy w końcu do laguny Elafonissi. Zjeżdżając w dół od razu człowiek wie, że jest na miejscu... Już z dala widać piękne, piaszczyste plaże i turkus wody. A w oddali majaczy wysepka Elafonissi, na którą można dość pieszo przez laguną. "Zanurzcie" stopy w ciepłym, różowym piasku i chillout'ujcie do bólu wchłaniając zapierające widoki na jednej z najpiękniejszych plaż Europy. W Wikipedii wpadłam na taką smutną legendę odnośnie różowego piasku na plaży. Jak mówi owa legenda w Wielką Sobotą 24 kwietnia 1824 roku odziały tureckie Ibrahima wymordowały 600 kobiet i dzieci, które szukały na plaży schronienia. Ta piękna plaża spłynęła tego dnia krwią i od tego czasu "zwykły piasek ma kolor różowy". [source] Jedno wiem na pewno, jeśli nie planujecie odwiedzić tego miejsca podczas waszego pobytu na Krecie, żałujcie! Zmieńcie plany, bo na prawdę warto!


















FALASARNA BEACH


Plaża Falasarna traci dla mnie trochę uroku przez te białe rolnicze namioty w których hodują "niewiemco". Gdyby nie one, było by idealnie. Czy widzicie ten kolor wody??? Serio nic a nic przy tych zdjęciach nie majstrowałam. Ta woda ma taki kolor! Niesamowite! Wiem, że pewnie gdzieś tam na Karaibach, Bali, Goa czy Malediwach jest jeszcze piękniej ale nauczyłam się cieszyć z tego co mam ;) Falasarna to starożytne greckie miasto portowe, gdzie znajdziecie pozostałości tego miasta - mury obronne, wieże, baszty, studnie czy drogi publiczne odkryte przez wykopaliska z 1986 roku. Jakby co, to plaża ta została zaliczona do 100 najpiękniejszych plaż na świecie przez CNN. Więc tym bardziej wpiszcie ją na listę "Must see".







One są wszędzie.... :-)


Jak pisałam wyżej, jest jeszcze Balos Beach... 
Ale o tym kiedy indziej. Po prostu next time!


[ Do waszej wiadomości... Od 7 czerwca zmieniłam kraj zamieszkania i powróciłam po 7 latach życia w Danii do mojego pięknego Bristolu. Postaram się pokazać Wam to miasto i nie tylko to, z jak najpiękniejszej strony. Więc spodziewajcie się sporej dawki wpisów made in UK... ;) ]


With travel love,
Żaneta

czwartek, 4 czerwca 2015

[ Kreta part V ] Paleochora



70 kilometrów od Chanii kierując się na południowo-zachodnie wybrzeże dotrzecie do przeuroczego miasteczka jakim jest Paleochora. Położona w przepięknej okolicy, nad Morzem Libijskim w sezonie przyciąga tłumy turystów i znając życie nie jest wtedy tak urocza jak podczas naszej wizyty w połowie kwietnia.


Słońce, bezchmurne niebo, temperatura grubo powyżej 20 stopni, pyszne wegetariańskie śniadanie ze świeżych warzyw i owoców... Czego chcieć więcej??!! Mi brakowało tylko auta i wiatru we włosach :) Droga do miasteczka, chyba jak każda jedna, jest niesamowicie malownicza. Serpentyna za serpentyną mijamy doliny porośnięte kwiatami, drzewami oliwnymi... Mijamy malutkie wioski i miasteczka. W powietrzu unosi się zapach lasów, morza i palonych drzew oliwnych. Od czasu do czasu na horyzoncie majaczy błękit morza do którego podążaliśmy my. I ten wiatr we włosach... Lubicie? Bo ja tak, uwielbiam!

Zaparkowaliśmy auto przy rodzinnej małej kafejce Votsalo, w której po długim spacerze uliczkami Paleochory relaksowaliśmy się przy chłodnej frappe. Uliczki miasteczka są wyjątkowo urokliwe. Podniszczone, podrapane i popękane mury pomimo tego, że są zniszczone prezentują się ślicznie. Szczególnie na zdjęciach dostają nowe życie... Na krańcu miasteczka, na górce skąd rozpościerają się piękne widoki, znajdziecie ruiny  zamku Kastelo Selino z 1282 roku. Niestety z zamku zostały tylko gruzy... Na szczęście, ktoś wyjątkowo mądry i dobrym sercem za co powinniśmy tej osobie dziękować, objął okolice zamku strefą ochroną i żadne hotelowe molochy masowej turystyki nie mają szans na jakąkolwiek budową. Zdobycie "szczyt Paleochory" na którym leży zamek jest koniecznością, chociażby dla widoków... 

Zobaczcie sami!
Czyż Paleochora nie jest piękna???
































Kolejny wpis będzie typowo plażowy. 
Więc zabiorę Was na kilka wartych dnia plaż... Stay tuned!  


With travel love,
Żaneta