poniedziałek, 22 lutego 2016

UPFEST czyli największy festiwal street art'u w Europie



W Bristolu przez jeden lipcowy weekend co roku powstaje tak wiele niesamowitych murali jak chyba nigdzie indziej w Anglii, Europie a kto wie, może i na świecie.
BS3 czyli słynna bristolska dzielnica Bedminster & Southville z jeszcze słynniejszą ulicą North Street, gdzie organizowany jest Upfest, zmienia się nie do poznania w te trzy dni. Setki artystów urban art'u, w tamtym roku było ich aż 250 z 25 krajów, zjeżdża do Bristolu aby tchnąć spray'em trochę życia w szare mury tego cudownego miasta. Po raz pierwszy miałam okazję brać udział w Upfest w tamtym roku i muszę przyznać że to niebywale świetna impreza z muzą na każdym rogu, street food'em z różnych zakątków świata, zapachem spray'u dookoła, kolorowymi plandekami na których powstają kolejne prace, parkami pełnych uśmiechniętych i wyluzowanych mieszkańców i przyjezdnych. Pogoda trafiła się idealna, tłoki niesamowite, prace artystów genialne, a atmosfera - jak widać na zdjęciach - świetna. Upfest zmienia co roku oblicze bardzo wielu miejsc w Bristolu, i to właśnie street art stał się perełką Bristolu, która ściąga rzesze turystów z całego świata. Zdolni artyści nadają smaku i klimatu ulicom tego miasta, wydobywając niespotykane piękno poszczególnych dzielnic miasta. North Street to jedna z moich ulubionych ulic... Za każdym razem kiedy wybieram się właśnie tam na spacer zawsze wypatrzę jakieś nowe, niesamowite graffiti. 

Upfest w te dni pamięta o wszystkich. Troszczy się nawet o najmłodszych, którzy mogą brać udział w specjalnie przygotowanych na tą okazję warsztatach plastycznych z wolontariuszami gdzie mogą spróbować spray'owania. Wiele prac powstałych na specjalnie przygotowanych plandekach zostało wystawionych na sprzedaż, a kasa (ponad 25,000 GBP) zasiliła fundację NACAO (National Association for Children of Alcoholics), która wspiera dzieciaki z rodzin z problemem alkoholowym. W tym roku Upfest zaplanowany jest na lipcowy weekend 23-25 i już nie mogę się doczekać! Jeśli jesteście fanami street art'u to bukujcie bilety do Bristolu, bo powinniście tutaj być!

Prawdziwy street art nie jest zły. 
Prawdziwy street art nie niszczy.
Prawdziwy street art to skarb. 
Prawdziwy street art to wizytówka.
Prawdziwy street art to sztuka.  
Prawdziwy street art jest równie piękny jak obrazy sławnych malarzy z The National Gallery w Londynie.  


































Więcej na upfest.co.uk


Stay tuned!

Ż.

środa, 17 lutego 2016

[ KRETA part VIII ] Praktyczne podsumowanie tripa po Krecie



Podsumowanie Krety wreszcie na blogu!!!




Aż sama nie wierze, że w końcu jest tutaj. Na blogu! Bijcie brawo! 
A że niebawem sezon wakacyjny, więc może ktoś coś ściągnie i postanowi ruszyć na Kretę na własną rękę. 
Więc miłej lektury ludzie.... :)


Za dwa miechy stuknie okrągły rok od spontanicznego tripa z rodzicami po tej pięknej wyspie. Z przyczyn techniczno-osobistych zniknęłam z blogowego świata na dłuższy czas, dlatego też zwlekałam z publikacją podsumowania, które czekało w czeluściach wersji roboczych bloga. Wróciłam z nastaniem 2016. I zmierzam do przodu... Pełniejsza chęci do działania a przede wszystkim pisania, z głową pełną pomysłów. Brakowało mi tego! Zaczynamy z nadrabianiem zaległości. Na pierwszy ogień podsumowanie z podróży na Kretę. Zapraszam! 




Kreta na spontanie kosztowała 750zł od osoby. 
A w tym przelot Wrocław - Chania, apartament na tydzień na 3 osoby i wynajęcie auta. Śmieszna kasa, nie sądzicie :)


FLIGHT 

Tutaj póki co Ryanair jest bezkonkurencyjny. Cena 360 zł od osoby w dwie strony. Pewnie ktoś krzyknie: "...przecież można taniej!...". Oczywiście, że można... Ale ja bilety buknęłam jakieś dwa tygodnie przed wylotem. Nas cena usatysfakcjonowała :) Ryanair rulez!


ACCOMODATION

Noclegu na początku szukałam na airbnb.com, ale booking.com okazał się znowu tańszy. Już któryś raz z rzędu... Maleme, mała spokojna mieścina jakieś 25km od Chanii stała się naszym domem na kreteński tydzień. Zatrzymaliśmy się w rodzinnym hoteliku prowadzonym przez Adonisa i jego familię - Ledra Maleme Hotel. Fajna miejscówka, mały basenik, restauracja na miejscu z przepysznym jedzeniem przygotowywanym przez Babcie Adonisa. Chwila z klapka i w 5 minut człowiek jest na plaży. Czy polecam - tak, zdecydowanie! Do wglądu  Ledra Maleme Hotel na booking.com i Ledra Maleme Hotel na tripadvisor.co.uk 


CAR RENTAL

Stronka ta sprawdziła się przy wynajęciu auta w Maroko, więc postanowiłam po raz drugi skorzystać z Economy Car Rentals na Krecie. I po raz drugi śmiało mogę polecić... Ceny mają konkurencyjne, samochody też. To już od Was zależy czym będziecie się wozić i za ile :)  Kreteńskie auto prawie jak nowe, na licznik aż miło było spojrzeć, klima, wszystko git. Nic tylko jeździć! I tak też robiliśmy przez kolejne 4 dni! Odkleić się nie mogłam od kierownicy... :D






FOOD

Kreteńska kuchnia jest... PRZEPYSZNA! Prostota wykonania i doprawienia, oliwa, wykorzystanie wszystkiego od Matki Ziemi to podstawa. Dzikie górskie zioła, świeże warzywa i owoce, lokalne wina i sery, świeżo wyciskany sok z pomarańczy uprawianych w okolicach Lakki, najlepsza pod słońcem oliwa i grecka sałata z czarnymi oliwkami prosto z gaju tuż za rogiem. 
Koniecznie spróbujcie lokalnych, kreteńskich potraw - dakos, faszerowane papryki i pomidory czyli gemista, kalitsounia ze szpinakiem lub z górskimi ziołami z serem mitzithra, moje ulubione dolmadaki i oczywiście wspomniana wyżej grecka sałata. Za ucztę dla trzech osób z napojami płaciliśmy 30 euro. Ale pamiętajcie o tym, że na Krecie byłam przed sezonem, więc ceny mogą podskoczyć w wakacyjnym boom'ie.

Knajpy, które mogę od serca polecić! Żarło pierwsza klasa, ceny też :)
KISSAMOS - AERAS CAFE RESTAURANT
CHANIA - TAMAM
FALASARNA - ZAHARIAS TAVERNA (niedaleko słynnej plaży w Falasarnie)






To na tyle.
Trzy raz tak dla Krety. Powrót oczywiście planuje, bo wąwóz Samaria mnie wzywa. Rok 2016 będzie wyjątkowym rokiem dla mnie pod kątem podróży... Wiele marzeń się spełni! Będzie o czym pisać, będzie co oglądać... 

Nowy Rok spędziłam w powietrzu, w samolocie Air China w drodze do Tajlandii. Kilkanaście godzin, kilka obejrzanych filmów. Lot Londyn - Pekin - Chiang Mai. To był początek azjatyckiej miłości. Tajlandia się tworzy... Stay tuned!


Ż.


niedziela, 14 lutego 2016

kilka słów ode mnie do Was ....


x


Od ostatniego opublikowanego posta na blogu minie niebawem rok.
Okrągły rok. 
Ależ zaniedbanie. Jedno z dłuższych w mojej karierze... Fejs żył sobie swoim życiem. 
Blog zapadł w hibernacje, którą czas skończyć. Bo ileż można, co nie?!! 

Ten ostatni post z Krety wisiał na głównej bloga i straszył…. Straszył każdego dnia. Za każdym razem kiedy tu zaglądałam, przez głowę przelatywała mi z prędkością światła tylko jedna myśl: "rusz Żaba tyłek w troki i zacznij działać, czas rozruszać bloga bo odejdzie w zapomnienie"... Ale jak szybko pomysł ten się pojawiał, tak jeszcze szybciej traciłam z marszu chęci do pisania... Przerwa techniczna była wymagana. Zdecydowanie wyszło mi to na dobre. Normalne przesilenie systemu... Kiedy na innych blogach co rusz pojawiały się nowe wpisy u mnie cisza grobowa, wiało starością i nudą. Potrzebowałam detoksu od blogowania, od neta, od bycia wiecznie "online" co w gruncie rzeczy strasznie mi doskiwerało od dłuższego czasu. I to wszystko zmieniło się tutaj, w tamtym roku w czerwcu. W moim ukochanym Bristolu. To miasto dodało mi skrzydeł, dało ogromne pokłady energii, świeżości, pozwoliło oderwać się od ziemi z głową tak pełną pomysłów i planów, że momentami aż sama nie wierzyłam w to, że spędziłam tak długi czas w nieodpowiednim miejscu z nieodpowiednim osobnikiem. W Bristolu zaczęłam żyć na nowo. Na wysokich obrotach. Tak jak się żyć powinno. I jest mi z tym zajebiście dobrze! Spotkania z ludźmi niesamowicie mi bliskimi, totalnie pozytywne dusze na które mogę liczyć w każdej chwili, nie ważne co się dzieje i w jakich okolicznościach się znajdę. Koncert za koncertem, kino za kinem, wieczorne wypady do ulubionych knajp, relaxing w parku czy przy bristolskim Floating Harbour gdy pogoda dopisuje of course. I oczywiście podróże, podróże i jeszcze raz podróże. A w między czasie praca. Bo praca to tylko praca, spadła na chwile obecną na dalszy plan. Jedno z postanowień noworocznych - spełniać się, koncentrować się na tym co daje mi szczęście i radość, chęci do działania, spełniać się i moje marzenia. Żyć. Wiele się zmieniło, bardzo wiele! Odżyłam po kilkuletniej wegetacji w Danii, w kraju totalnie nie dla mnie i z niewłaściwą osobą u mojego boku. Przeszłość zostawiłam już dawno za sobą. Ważne jest to co jest teraz i to co przede mną. Jestem z każdym dniem coraz bardziej szczęśliwsza, pewniejsza podjętych decyzji, silniejsza. A tym którym to przeszkadza i których uwiera w cztery litery, mówię głośno prosto w twarz - FUCK OFF. Nie Twoje życie, nie wpieprzaj się.


[ love her, but leave her wild ]



Postanowiłam wyklepać ten post, aby w skrócie wytłumaczyć swoją blogową nieobecność przez ten czas. Należy się Wam. Z każdym dniem przybywa Was więcej. Każdego dnia dostaje nowe komentarze, tak pozytywne że nie potrafiłabym tego zostawić "oootaaaakkk". Na fejsie każdego dnia liczba lubiących travel detox się zwiększa... A na blogu taka cisza.... Nie potrafiłam tak dłużej tego ciągnąć. Czas na reaktywacje. Dziękuję, że jesteście! Ludziska dajecie siłę.

Wkrótce zakończę podsumowaniem trip po Krecie. Misja do wykonania, na teraz, na szybko. Musi zostać zakończona przed startem "postowania" o moim 2-tygodniowym tripem po Tajlandii. Praca też wre nad zmianą wizualną bloga, to niebawem. A w kolejce czeka Oslo, Katowice, i wiele wiele innych miejsc z którymi czas najwyższy się uporać. Bo przede mną busy rok. Podróż za podróżą. Marzenia się spełniają!

Tajlandia, Londyn, Majorka, Barcelona, Nowy Jork, Wrocław i Góry Sowie, Oslo, Spitsbergen... 
To tylko pierwsze pół roku 2016.. Plus koncerty AC/DC w Londynie, Kygo w Barcelonie, Matt Corby i Raleigh Ritchie w Bristolu! A co przyniesie druga połowa roku... 
Who knows, who cares! Always stay happy & positive :-)


Stay tuned!
Wracam...


Ż.