niedziela, 14 lutego 2016

kilka słów ode mnie do Was ....


x


Od ostatniego opublikowanego posta na blogu minie niebawem rok.
Okrągły rok. 
Ależ zaniedbanie. Jedno z dłuższych w mojej karierze... Fejs żył sobie swoim życiem. 
Blog zapadł w hibernacje, którą czas skończyć. Bo ileż można, co nie?!! 

Ten ostatni post z Krety wisiał na głównej bloga i straszył…. Straszył każdego dnia. Za każdym razem kiedy tu zaglądałam, przez głowę przelatywała mi z prędkością światła tylko jedna myśl: "rusz Żaba tyłek w troki i zacznij działać, czas rozruszać bloga bo odejdzie w zapomnienie"... Ale jak szybko pomysł ten się pojawiał, tak jeszcze szybciej traciłam z marszu chęci do pisania... Przerwa techniczna była wymagana. Zdecydowanie wyszło mi to na dobre. Normalne przesilenie systemu... Kiedy na innych blogach co rusz pojawiały się nowe wpisy u mnie cisza grobowa, wiało starością i nudą. Potrzebowałam detoksu od blogowania, od neta, od bycia wiecznie "online" co w gruncie rzeczy strasznie mi doskiwerało od dłuższego czasu. I to wszystko zmieniło się tutaj, w tamtym roku w czerwcu. W moim ukochanym Bristolu. To miasto dodało mi skrzydeł, dało ogromne pokłady energii, świeżości, pozwoliło oderwać się od ziemi z głową tak pełną pomysłów i planów, że momentami aż sama nie wierzyłam w to, że spędziłam tak długi czas w nieodpowiednim miejscu z nieodpowiednim osobnikiem. W Bristolu zaczęłam żyć na nowo. Na wysokich obrotach. Tak jak się żyć powinno. I jest mi z tym zajebiście dobrze! Spotkania z ludźmi niesamowicie mi bliskimi, totalnie pozytywne dusze na które mogę liczyć w każdej chwili, nie ważne co się dzieje i w jakich okolicznościach się znajdę. Koncert za koncertem, kino za kinem, wieczorne wypady do ulubionych knajp, relaxing w parku czy przy bristolskim Floating Harbour gdy pogoda dopisuje of course. I oczywiście podróże, podróże i jeszcze raz podróże. A w między czasie praca. Bo praca to tylko praca, spadła na chwile obecną na dalszy plan. Jedno z postanowień noworocznych - spełniać się, koncentrować się na tym co daje mi szczęście i radość, chęci do działania, spełniać się i moje marzenia. Żyć. Wiele się zmieniło, bardzo wiele! Odżyłam po kilkuletniej wegetacji w Danii, w kraju totalnie nie dla mnie i z niewłaściwą osobą u mojego boku. Przeszłość zostawiłam już dawno za sobą. Ważne jest to co jest teraz i to co przede mną. Jestem z każdym dniem coraz bardziej szczęśliwsza, pewniejsza podjętych decyzji, silniejsza. A tym którym to przeszkadza i których uwiera w cztery litery, mówię głośno prosto w twarz - FUCK OFF. Nie Twoje życie, nie wpieprzaj się.


[ love her, but leave her wild ]



Postanowiłam wyklepać ten post, aby w skrócie wytłumaczyć swoją blogową nieobecność przez ten czas. Należy się Wam. Z każdym dniem przybywa Was więcej. Każdego dnia dostaje nowe komentarze, tak pozytywne że nie potrafiłabym tego zostawić "oootaaaakkk". Na fejsie każdego dnia liczba lubiących travel detox się zwiększa... A na blogu taka cisza.... Nie potrafiłam tak dłużej tego ciągnąć. Czas na reaktywacje. Dziękuję, że jesteście! Ludziska dajecie siłę.

Wkrótce zakończę podsumowaniem trip po Krecie. Misja do wykonania, na teraz, na szybko. Musi zostać zakończona przed startem "postowania" o moim 2-tygodniowym tripem po Tajlandii. Praca też wre nad zmianą wizualną bloga, to niebawem. A w kolejce czeka Oslo, Katowice, i wiele wiele innych miejsc z którymi czas najwyższy się uporać. Bo przede mną busy rok. Podróż za podróżą. Marzenia się spełniają!

Tajlandia, Londyn, Majorka, Barcelona, Nowy Jork, Wrocław i Góry Sowie, Oslo, Spitsbergen... 
To tylko pierwsze pół roku 2016.. Plus koncerty AC/DC w Londynie, Kygo w Barcelonie, Matt Corby i Raleigh Ritchie w Bristolu! A co przyniesie druga połowa roku... 
Who knows, who cares! Always stay happy & positive :-)


Stay tuned!
Wracam...


Ż.


7 komentarzy:

  1. Ale nam zrobiłaś prezent na Walentynki. Welcome back, Żaneto :)

    Plany podróżnicze masz zacne, mam tylko nadzieję, że przeczytamy o tych wszystkich wyprawach na blogu, bo z facebookiem na razie jestem jeszcze na bakier. Myślę jednak powoli o fanpejczu dla tych pięciu czytelników :)

    A mogłabyś - chociaż w skrócie - napisać, co Ci przeszkadzało w Danii? Interesuje mnie ten temat, bo po podróży do Norwegii polubiłam Skandynawię i tak sobie nieśmiało planuję jakiś szybki wypad do Danii i/lub Szwecji. Najlepiej w tym roku jeszcze.

    Pozdrowienia z Zielonej, i coraz bardziej wiosennej, Wyspy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj Kochana :)

      Będę bardzo się starałam aby takich przerwy już nie było.. Nawet nie przypuszczałam że tyle zaległości może się nazbierać... Ale z drugiej strony potrzebowałam tego. Teraz wiem, że blogowanie jest mi potrzebne :)

      W skrócie to tak ciężko mi będzie napisać co było nie tak z Danią... Raz było ok, raz z górki, raz pod górkę. Nie było najgorzej, ale to UK jest miejscem stworzonym dla mnie. Mieszkałam tam 7 lat i to stanowczo za długo... To nie jest kraj dla mnie, uważam że Dania to kraj dla starych ludzi - człowiek po prostu tam trochę dziadzieje... Jeśli wiesz co mi chodzi po głowie. Latem jest pięknie, można pojeździć ale nie można spodziewać się ahów i ochów jak w innych Skandynawskich krajach. I na pewno też na obraz Danii wpłynęła osoba z którą tam dzieliłam spory kawałek mojego życia... Ale to już przeszłość, niech pozostaną tylko te miłe, przyjemne i piękne wspomnienia. No i w końcu mam tam też kilku znajomych dla ktorych zawsze warto do Danii wrócić :)

      A Ty Taita gdzie urzędujesz na Zielonej??? Może przy okazji mojej wizyty w tym roku można by było się spyknąć na jakiegoś pint'a :) Pozdrawiam ciepło! Ż.

      Usuń
    2. Jako kobieta i blogerka doskonale Cię rozumiem, bo i mnie zdarzały się w przeszłości długie przerwy w tworzeniu bloga. Zresztą teraz też mam małą przerwę, bo już od ponad dwóch tygodni nic nie pisałam. Niektórych przeszkód nie da się przeskoczyć - czasami nie ma weny, chęci, innym razem Internetu... A jeszcze innym - blog schodzi na dalszy plan, bo prawdziwe życie bardziej absorbuje.

      Dziękuję za odpowiedź, powiedzmy, że mniej więcej wiem, o co Ci chodzi. Słyszałam o tej obrzydliwie płaskiej Danii, ale powiem Ci, że i tak mnie to nie zniechęca. Chcę ją zobaczyć na własne oczy.

      Myślę, że masz rację - na odbiór kraju na pewno miała wpływ wspomniana osoba. Najważniejsze jednak, że teraz jesteś tam, gdzie jesteś szczęśliwa i gdzie czujesz, że przynależysz.

      Ej, ten Dublin to ostatnio musiałaś dodać, bo coś mi się wydaje, że jak byłam tu poprzednim razem [i pisałam komentarz], to go nie było na tej liście. Zauważyłabym! :) O, proszę, Irlandię masz w planach? A coś jeszcze poza Dublinem, bo ja nie mieszkam w stolicy i prawdę powiedziawszy nie lubię jej. Unikam jak mogę :)

      Trzymaj się ciepło :)

      Usuń
  2. Jak się cieszę, że to czytam. Jednak to prawda, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Jak zadbasz o siebie to odpowiedni ludzie sami się pojawią. Spełniaj się Żanetko, żyj, bo nie wiemy ile mamy czasu na tym ziemskim padole.
    P.S. Będziesz we Wrocławiu?!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :* :) oj prawda, święta prawda! W tym roku spełnianie to mój numer 1!

      P.S. Będę we Wrocławiu :) i na pewno ci napiszę kiedy dokładnie, to może wspólna zielona herbatka gdzieś wypali, co Ty na to??? ściskam z deszczowego Bristolu... ( raz słońce, raz deszcz :) )

      Usuń
  3. Plany wspaniale. Czekam z utesknieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję ślicznie :) będę starała się na bieżąco jechać z tematem!
      pozdrawiam ciepło!

      Ż.

      Usuń

Dziękuję, że tutaj zajrzałaś/zajrzałeś!
Rozgość się....